środa, 15 marca 2017

Other lands are not my concern. The fortunes of the world will rise and fall, but here in this kingdom, we will endure.






Fobos
☙❧ Wyspa Mgieł ☙❧
Władca, Obrońca i Opiekun Pierwszy i Ostatni Mieszkaniec
Nieznane Pochodzenie Nieokreślony Zakres Umiejętności

☙❧ Fobos ☙❧
☙❧ Wyspa Mgieł ☙❧
☙❧ I / II / III / IV / V ☙❧


Był świadkiem wielu przerażających przemian. Widział klęski, śmierć i zniszczenie. Był też obserwatorem tego, co piękne. Widział narodziny, rozkwit i rozwój. Znajdował się poza tym wszystkim, ale jednocześnie w samym środku wydarzeń. Nie mógł na to wpłynąć, nie w takim stopniu, jakim pragnął. Odszedł. Musiały upłynąć lata. Minęły całe dekady i wieki. Powrócił, choć nadal go nie ma pośród tych, którzy tym światem rządzą. Nie ma go dla tych, którzy na tym świecie żyją.
Wyspa Mgieł jest jego domem. Jest jej samozwańczym władcą, opiekunem i obrońcą. Pielęgnuje rośliny, dba o ich prawidłowy rozwój, dogląda zwierząt, starając się, by wszystkiemu, co żyje, na tej wyspie niczego nie brakowało, ale nie sprzeciwia się prawom natury. Świadom jest strat, które musi ponieść przyroda, by przetrwać. Śmierć za życie.
Dba nie tylko o faunę i florę. Strzeże też ruin, resztek murów i zabudowań, będących fragmentami przeszłości, tej która tak wiele stworzyła, a później pogrzebała. Chroni zabytki i wspomnienia, wiedzę i bogactwa starożytnego świata, które zostały pogrzebane na lądzie, jak i w wodach przynależnych wyspie. Nie dla niego monety, złoto, brylanty i inne skarby. On jedynie pragnie chronić to, co dla wielu nie ma wartości – naturę i skrawki historii.
Jest świadom, że pewne relikty przeszłości nie powinny wpaść w niczyje ręce. Pewne rzeczy nie powinny zostać ujawnione, a pewne skarby zdobyte. Majątek, nadmiar bogactw i skrawków przeszłości, w nieodpowiednich rękach mógł oznaczać zgubę dla świata.

☙ ❧ ☙ ❧ ☙ ❧

Zamieszkuje centralną część puszczy. W podziemiu znajduje się, jego schronienie będące labiryntem korytarzy łączących kilkanaście komnat. Na wyspie znajdują się trzy wejścia do jego domu. Jednym z nich jest przejście pomiędzy korzeniami potężnych drzew, gdzieś pomiędzy Kwiecistą Polaną, a Mrocznym Zakątkiem. Drugim, przesmyk za ścianą Wodospadu Kiria. Trzecim, drewniana brama pokryta mchem do której można dotrzeć, jedynie w pełnię, gdy wąska ścieżka pomiędzy gorącymi źródłami oświetlona jest blaskiem księżyca. I choć ma swojej schronienie to rzadko w nim przebywa. Częściej spaceruje pośród zieleni, hoduje rośliny, poluje. Nachyla się nad potrzebującymi, spędza czas pośród kwiatów, czyści sierść zwierząt, rozmawia z Drzewcami. Kąpie się w strumieniu, przegląda w tafli jeziora, układa wieżyczki z monet. Przesiaduje w zaroślach i na drzewach obserwując przybyszy pojawiających się na wyspie. Czynności powtarza codziennie, przy okazji chroniąc tajemnice wyspy.

________________________
Cześć! Syn, znaczy się, córka marnotrawna powraca.
Ja tęskniłam, a Wy? :) Wątki chętnie, zawsze.

15 komentarzy:

  1. Witam ponownie :) mam nadzieję, że tym razem zostaniesz z nami na dłużej :p Życzę dużo weny, fajnych wątków i opek :D jeśli masz chęć ze mną pisać to zapraszam do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć znowu. Miałam kiedyś pomysł na wątek, ale nie wiem czy Ci się podobał, bo nim się obejrzałam to Cię nie już było.
    Ale jednak sklecić coś na szybko dość łatwo - Vera lubi hasać po ruinach, zbierać wiedzę i szukać smoków. Więc spotkanie gwarantowane, a także ewentualny konflikt. Ktoś może komuś tyłek uratować, to zwykle dobrze na postaci działa.
    Mało konkretna już jestem, za dużo kreatywnego myślenia dzisiaj miałam.]

    Vera

    OdpowiedzUsuń
  3. [Zawirowania zdarzają się każdemu, nie ma co się tłumaczyć. Fajnie że wróciłaś :)
    Vera jest bardziej ruinowa, niż statkowa (elfy nie są stworzone do podróży morskiej), więc prędzej się ją znajdzie w głębi lądu. Chyba że źle zrozumiałam, i wrak miałby być statku którym ona podróżowała, więc nie tylko statek morze by wyrzuciło na brzeg, ale też Verę. Ten pomysł mnie bawi, bo to by nie był pierwszy raz kiedy jej podróż morska skończyła się wrakiem.]

    Vera

    OdpowiedzUsuń
  4. [moze cos nowego tym razem :p moze cos bardziej magicznego np Cass zgubil sie w nocy we mgle, wiec to niewiadome cos co sprawia ze znikaja ludzie chce sprawic zeby on tez ,,zniknal" ale przed tym ratuje go Fobos. co o tym myslisz, a moze masz jakis swoj pomysl?]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dla Very największym skarbem jest wiedza :>
    Więc zostajemy przy ruinach (to powracający motyw w moich wątkach :D ). Pytanie odwieczne teraz: kto zaczyna?
    Od razu mówię, że mogę dopiero w weekend, w który dzień dokładnie to będzie zależało jaką będę miała wenę na odpisy inne.]

    Vera

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jak najbardziej chciałabym wątku, tylko nie wiem, jaki znaleźć punkt zaczepienia. Fobos jest cały czas na Wyspie Mgieł, na odludziu?]

    OdpowiedzUsuń
  7. [o taki prezencik chetnie przyjme ^^ to co zaczniesz ? :p]

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzień pierwszy. Mała ruinka, jakby wbudowana w górę, rzeka w pobliżu. Niewiele do zbadania, ale dobry początek. Znalazła jedną rzecz wartą zainteresowania - płaskorzeźbę na ścianie przedstawiającą jakąś bitwę, albo spotkanie rodzinne wyrośniętych krasnoludów. Jej uwagę głównie jednak przykuł podpis całej sceny, przynajmniej założyła, że to podpis, bo nie zrozumiała ani słowa. Rozbiła obóz, przepisała tekst, poszła spać.
    Dzień drugi. Tekst był na tyle długi, że zdołała zauważyć w nim pewne powtarzające się reguły. Zidentyfikowała dwa prefiksy i jeden sufiks, znalazła kilka powtarzających się słów oraz ich potencjalnych przekształceń, ale wiedziała, że i tak nie może być niczego pewna. Będzie musiała znaleźć więcej przykładów tego języka, by móc potwierdzić lub odrzucić swoje hipotezy.
    Dzień trzeci. Zaczęła już trochę śmierdzieć, równie dobrze mogłaby się wykąpać przed wyruszeniem w dalszą drogę. Co prawda, nie zamierzała się z nikim widzieć w najbliższym czasie, izolacja jej się całkiem podobała, ale kto wie kiedy znowu jej się trafi taka dobra miejscówka przy rzece? Lepiej korzystać z dobrodziejstw natury póki można. Po kąpieli powinna była zacząć się pakować, ale jakimś sposobem znalazła się znowu przed płaskorzeźbą. Wczoraj zdawało jej się, że wyciągnęła z niej już wszystko co mogła, ale dzisiaj miała wątpliwości. Chciałaby wiedzieć co dokładnie się na niej działo, kiedy, dlaczego.
    Poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu, wrażenie trwało może z ułamek sekundy. Wiedziała, że oznaczało to propozycję, ale postanowiła ją odrzucić.
    Duchy tutaj jej się nie podobały. Wyczuwała je wszędzie na wyspie, ale były inne. Ich świat czuła inaczej, niż tam skąd pochodziła. Niby to samo, ale odmiennie. Jakby całe życie jadła potrawę przyrządzoną dokładnie w ten sam sposób, a nagle ktoś zmienił jedną przyprawę, i nagle smak pozostał niemal ten sam, ale jednak się zmienił. Przyzywanie duchów tutaj mogło być takie samo, albo całkowicie inne. Obecnie nie posiadała warunków, by bezpiecznie to sprawdzić.
    Zawsze mogła tu wrócić, później. Przecież to tylko jedna płaskorzeźba.
    Chwila.
    Głowa potencjalnego dowódcy miała wokół siebie jakby wgłębienia. Jakby dało się ją wcisnąć?
    Wyciągnęła dłoń do góry, stanęła na palcach, podskoczyła parę razy. Nie mogła dosięgnąć, była za niska. Jasna cholera. Spróbowała wcisnąć głowę zaklęciem, ale odbiło się. Komuś bardzo zależało, aby niscy magowie mieli ciężej w życiu. Zostało jej więc jedynie znalezienie jakiegoś większego kamienia, który już mogła podnieść zaklęciem telekinetycznym i ustawienie go pod płaskorzeźbą. Najgorsze było to, że kamień nie był aż taki mały, ale nawet jak już na nim stała, to jeszcze musiała się podnieść na palcach, by móc wcisnąć tę przeklętą głowę.
    Ale jak już to się udało, to zapomniała o wszystkich swoich problemach, jako że w ścianie otworzyło się ukryte przejście, a za nim schody prowadzące w dół. Nie powstrzymała cichego pisku radości i podniecenia. Decyzję podjęła od razu. Zeskoczyła z kamienia, spakowała najważniejsze rzeczy - głównie prowiant, zarzuciła plecak na ramię i bez wahania przestąpiła próg nowootwartego przejścia. Nawet specjalnie jej to nie zaskoczyło, że stopnie nagle opadły, ze schodów tworząc równię pochyłą. Nie zdążyła jednak się niczego złapać, więc upadła i zaczęła zjeżdżać w coraz dalej w dół, w ciemność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko straciła rachubę czasu, ale chyba długo to nie trwało zanim się zatrzymała. Wyrzuciło ją na płaską powierzchnię, jej nagłe pojawienie się musiało poderwać do góry chmurę pyłu, od którego zaczęła niekontrolowanie kaszleć. A gdy jej płuca się uspokoiły, mogła nareszcie wstać otrzepać się, pojęczeć, że ją wszystko boli i zobaczyć gdzie się znalazła. Nie dochodziło tu już żadne źródło światła, ciemności otaczały ją szczelnie. Z jej dłoni wyleciała kulka białego światła. Pomieszczenie było w kształcie kopuły, na ścianach rozpoznała ten sam język co na górze. Wyjścia były dwa - to skąd przybyła, czyli płaskie schody, a także coś co prowadziło w kolejne ciemności. Na samym środku pomieszczenia znajdował półotwarty kamienny sarkofag. Mogła się założyć, że był pusty, a cokolwiek się w nim znajdowało obecnie spacerowało gdzieś tutaj w podziemiach i nie szukało przyjaciół. Prędzej obiadu.

      [To wszystko brzmiało lepiej i śmieszniej, gdy mnie natchnęło wczoraj w nocy, ale mam nadzieję, że jest znośnie.
      Ogólnie, to zapomniałam, że Fobos mieszka w podziemiach, więc załóżmy, wpadła do innych podziemi. Po których grasuje jakiś krwiożerczy potwór. Potwór zawsze spoko.]

      Usuń
  9. Po szybkiej analizie była bogata w nową wiedzę. Ściany zostały zaklęte, prawdopodobnie podczas budowy całej podziemnej konstrukcji. Nie mogła rzucać zaklęć wykraczających poza jej granice, czyli telepatyczne wołanie o pomoc wypadało z gry, chociaż niewielka strata - i tak by nie potrafiła tego zrobić. Była za to w stanie korzystać z magii w środku, co ułatwiało sprawę. Sarkofag oczywiście okazał się pusty, na jego pokrywie zobaczyła wyryte dwie pieczęcie. Przez jedną z nich przebiegało pęknięcie. Wstępnie domyślała się, że dzięki temu właśnie cokolwiek zostało tu zamknięte zdołało się wydostać. Na ścianach znalazła kolejne płaskorzeźby, z których wywnioskowała, że istota terroryzowała duże grupy humanoidalnych istot na różne sposoby. Na jednej miała postać jakby ludzkiego cienia z dużą ilością macek, na innej była zjawą w łachmanach i atakującą przerośniętymi pazurami, gdzie indziej goniła kogoś jako przerośnięty wilk (albo coś co go przypominało), oraz jeszcze parę innych.
    A może w tych podziemiach zostały zamknięte wszystkie te istoty. Czując całkowitą bezsilność przy takim scenariuszu, Vera zdołała jedynie zaśmiać się nerwowo. Nic innego jej nie pozostało, jak wyruszyć więc w dalszą drogę, mając nadzieję, że nic jej nie zeżre po drodze.
    Korytarz odchodzący od pomieszczenia szybko dotarł do rozwidlenia. Wyciągnęła dziennik i zawałek węgielka, by stworzyć prowizoryczną mapę tego miejsca. Nie zamierzała umrzeć zagubiona w podziemnych tunelach. Chciała umrzeć, dokładnie wiedząc gdzie się znajduje.
    Zostawiała również za sobą glyfy, rysując je na ścianach. Na wszelki wypadek, gdyby musiała przed czymś uciekać i potrzebowała pułapki.
    Znalezienie kłopotów nie zajęło jej dużo czasu. Trafiła na ślepy zaułek, już wtedy wiedziała, że zaraz coś się stanie. Zanim się jeszcze odwróciła, by wybrać inny korytarz, do jej uszu dotarł mrożący krew w żyłach wizg.
    Wyglądało to jakby było stworzone z samej ciemności, z której się wyłoniło. Kształt miało humanoidalny, chociaż kończyny dolne zastępowało coś w rodzaju dymu, który za sobą zostawiało, a głowa raczej przypominała długi pysk. Ramiona, zakończone pazaurami, były nienaturalnie długie i cienkie, zgięte tak, że przy poruszaniu się kojarzyło się to z pająkiem. Wrażenie to potęgował fakt, że pełzało po suficie. Nie miało oczu, chyba.
    Vera nie miała czasu sprawdzać czy stworzenie ją widzi, czy nie. Nie myślała nawet o kolejnych działaniach. Jej zaklęcie było po prostu magią zmienioną w energię czysto fizyczną. Udało jej się na tyle zaskoczyć stworzenie, że mogła rzucić się do ucieczki, ale po chwili już słyszała, że ją goni.
    Biegła długo, na tyle, że nawet wstępna euforia wywołana strachem, zaczynała już zanikać. Gdzieś po drodze odrzuciła plecak, dziennik. Teraz jednak nerwowo oglądała mijane ściany. Gdy w końcu znalazła to czego szukała, mogła przystanąć, odwrócić się i czekać, a gdy stworzenie znalazło się w odpowiednim miejscu, aktywowała swoją pułapkę. Korytarz rozjaśnił się na kilka sekund, gdy dwa strumienie elektryczności z glifów, złapały stworzenie, które wydało z siebie kolejny wizg, tym razem jakby z bólu. Vera odwróciła wzrok, zakrywając dłońmi uczy. Kiedy zaklęcie odpuściło, nie słyszała już nic. Stworzenie uciekło.
    Elfka opadła na ziemię, jej ciało się poddało, mogło się jedynie trząść.

    [Mam pytanie! Jako że imię Fobosa coś znaczy w naszych "ziemskich" językach, to zastanawiam się czy Vera byłaby w stanie skojarzyć to znaczenie na podstawie języków które zna, czy w realiach Eleselyi to tak pradawne imię, że nie da się go z niczym połączyć obecnie?]

    OdpowiedzUsuń
  10. Zabłądził. Znowu zabłądził, ale tym razem jeszcze gorzej niż uprzednio. Oddalił się sam za daleko. Nie było jeszcze nawet mgły. Zastanawiał się teraz skąd mu przyszedł taki głupi pomysł do głowy, aby pobiec za dziwnymi, nienaturalnymi cieniami. Coś go do nich przyciągnęło. Tajemnice i niespodzianki wyspy sprawiały, że chciał ją przeszukać całą. Ten entuzjazm odbierał mu zdrowy rozsądek.
    Drzewa w miejscu, gdzie się znalazł były wysokie i ciemne, wszędzie pełno było dziwnych, nieznanych mu roślinek. Przysiadł na szarym, dużym kamieniu i z przerażeniem stwierdził, że na ziemi zaczęła już się rozprzestrzeniać mgła. Cały proces jej powstawania trwał bardzo szybko. W kilka minut zasłoniła wszystko wokoło, a za jeszcze parę zgęstniała. Postanowił nie ruszać się z miejsca. I wytrwałby w tym przedsięwzięciu gdyby nie dostrzegł kolorowych poruszających się świateł. Ruszył w ich kierunku, zaczął biec. Nagle przewrócił się o jakąś kłodę. Gdy wstał spostrzegł, że świateł nigdzie nie ma.
    - Eh znowu to samo... - powiedział sam do siebie. W tym miejscu, gdzie się znalazł panowały jeszcze gorsze warunki, było ciemno i chłodno. Czuł tutaj nienaturalną atmosferę, która zdawała się być jakby magiczna. Nagle usłyszał jakieś odgłosy, co skojarzyło mu się z rżeniem konia. Dźwięki stawały się coraz głośniejsze. Przed sobą spostrzegł kształt, który coraz bardziej wyłaniał się z mgły. Za moment przed jego oczyma ukazał się średniej wielkości koń. Koń ze skrzydłami. Przetarł oczy, ale stworzenie nie znikło tylko coraz bardziej się do niego zbliżało. Poczuł lekki strach, nie miał pojęcia co ta istota od niego chce.
    - Odejdź. - powiedział stanowczo. Zaraz pożałował, że to zrobił, ponieważ koniopodobne zwierzę zaczęło strasznie głośno rżeć i piszczeć. Nie wiedział co miał zrobić, wolał nie uciekać, więc stanął pod pobliskim drzewem z nadzieją, że stworzenie po prostu sobie odejdzie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przez chwilę nie dociarały do niej żadne informacje ze świata zewnętrznego. Zastanawiła się dlaczego. Nie czuła nawet zimnej, kamiennej powierzchni pod sobą, ani bólu który musiał spowodować upadek na nią. Chyba powinna zacząć panikować, ale nie mogła się powtrzymać przed analizowaniem zaistniałej sytuacji. Przynajmniej mogła oddychać.
    I nagle powrót świadomości bodźców. Tył głowy trochę bolał. Czuła w sobie resztki jakiegoś zaklęcia. Ktoś nad nią się pochylał. Czym powinna się zająć najpierw?
    Władza nad ciałem też wróciła, to pozwoliło jej się odturlać od tajemniczej postaci, chcąc uzyskać możliwie jak największy dystans między nimi. Spotykanie obcych osób w środku podziemnego labiryntu wydawało się jakoś tak dziwnie podejrzane. Oczywiście, takie nagłe ruchy w jej wykonaniu doprowadziły do tego, że poczuła się jeszcze gorzej. Głównie było jej niedobrze.
    Zapytałaby się dlaczego mnie to zawsze spotyka? ale znała odpowiedź. Bardziej zastanawiała ją cisza, która powinna być w tej sytuacji zapełniona. Nic jej nie zaczepiało, nie próbowało zwrócić na siebie jej uwagi. Poczuła się z tym dziwacznie nieswojo. Aż dziwne jak bardzo się przyzwyczaiła do tych zaczepek.
    Uniosła się na ramieniu, by spojrzeć na nieznajomego. Trzeba się zająć jednym problemem na raz.
    - Nie wyglądasz jak potwór - stwierdziła, mrużąc oczy podejrzliwie. - Ale niewyglądanie jak potwór nigdy potworom nie przeszkadzało.

    [Super, dzięki :> Wolałam się upewnić, bo w końcu Twoja postać, to i Twoje reguły.]

    OdpowiedzUsuń
  12. [musze sie gdzies wyzyc, bo ze soba juz nie wytrzymuje ;/ Musze miec zajecie by sie nie rozsypac.]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Hej, hej. :D Jest jakaś szansa, że dasz się porwać na wspólny wątek?]

    Iolrath

    OdpowiedzUsuń
  14. Tajemniczy jegomość, który właśnie zeskoczył tuż przed nim wyglądał bardzo dostojnie. Cassian zdziwił się, ponieważ nie liczył zbytnio, że ktoś przebywa w tych okolicach.
    - Dziękuję - powiedział do niego, gdy sprawił, że dziwne stworzenie odeszło. Przeszedł po nim dreszcz, gdy usłyszał, że może być tu niebezpiecznie.
    - Dobrze, więc chodźmy - odpowiedział. Mgła była już prawie tak gęsta jak mleko, nie było nic widać, a mimo to mężczyzna przypominający elfa poruszał się tak pewnie jakby bardzo dobrze znał te okolice. Nagle usłyszeli jakieś krzyki. Zatrzymali się, a gdy wrzask się powtórzył zrozumiał, że to jakaś kobieta. Musiała być bardzo zdesperowana, krzyki nie ustawały.
    - Musimy jej pomóc - powiedział. Nasłuchując przerażające odgłosy, przemieszczali się w ich stronę. Gdy byli już bliżej krzyki stały się bardziej głuche, wydawało się jakby dolatywały z każdej strony, a potem całkiem ustały.
    - Coś tu jest nie tak - rzekł, po czym przystanął. Obracał powoli głową wokoło. Nic nie widział oprócz swojego towarzysza.
    Nagle dostrzegł we mgle ludzki kształt, który stawał się coraz bardziej wyraźniejszy.
    - Kto to? - krzyknął, a potem ujrzał kobietę ubraną w czerwoną, długą suknię z rozmazanym makijażem na bladej twarzy. Jej długie, czarne włosy były potargane.
    - Moja mała dziewczynka, moja mała dziewczynka... - powtarzała w kółko, patrząc się na nich niemrawo.

    Cassian

    OdpowiedzUsuń