15 mar 2017

...sleep, sleep, die yourself, die at last...



El Si

Lat dwadzieścia dwa | Szóste dziecko | Dość udane dzieło | Wyrzutek | Xaresya

Chimera stworzona podczas eksperymentów wyklętego, bardzo uzdolnionego czarownika, elfa Mithrandira. Mieszana krew ludzka, elfia, różnych bestii i zwierząt <→link←>

Równie dobrze mogła zostać zabita jako dziecko. Życie zawdzięcza przypuszczalnie ciekawości badacza Rohana Delanaira, obecnego przy upadku Mithrandira. W domostwie na porośniętym puszczą zboczu góry, gdzie łowcy w końcu zdołali otoczyć mrocznego elfiego maga, znaleziono zakonserwowane szczątki czterech zdeformowanych, trudnych do opisania stworzeń, zmarłych przypuszczalnie wkrótce po narodzinach, ciało kilkuletniej istoty, niepodobnej do niczego spotkanego wcześniej i żywą, chociaż wyraźnie przerażoną dziewczynkę. Delanair zabronił rozochoconym łowcom, niszczącym kolejne stosy ksiąg i przyrządy służące plugawym rytuałom, tknąć ocalałe stworzenie. Znacznie więcej warte było dla niego żywe.

Wychowana trochę jak dziecko, trochę jak egzotyczne zwierzątko, przez kilka lat obiekt badań. Nieprzyzwyczajona do okazywania uczuć, przejęła od badacza, wdowca, chłodne opanowanie. Nie jest wylewna, skłonna raczej do namysłu, kieruje się znacznie bardziej logiką niż emocjami, pozwalając czasem działać instynktom silniejszym niż ludzkie. Raczej nieufna. Zbyt długo stykała się z szykanami, drwiną, wyzwiskami i skierowaną ku niej agresją. Zbyt często słyszała, że powinna zostać zabita, spalona czy utopiona z kamieniem u szyi. Zdarzało jej się uciekać przed grupami chłopów z pochodniami i widłami. 

Wielokrotnie opuszczała smutny dom Delanairów z jego ciężką grobową atmosferą, aby znów do niego powracać. Co jakiś czas dołączała do grup wędrownych cyrkowców, poszukiwaczy przygód, drobnych złodziejaszków czy innych wyrzutków, którzy jakoś tolerowali jej obecność. Najpewniej to od nich przejęła sarkazm i cynizm, ale także nauczyła się bronić i polegać na samej sobie i pracy własnych rąk. Jest dobrą obserwatorką, uczy się i wyciąga wnioski, stojąc z boku. Uznaje to za znacznie bardziej korzystną taktykę niż wychylanie się i narażanie bez potrzeby.

Łączy ją dziwna relacja z Magar, córką Rohana Delanaira. Nazywa ją starszą siostrą, budząc tym mało zdecydowany opór i irytację. W niektórych momentach naprawdę traktują się jak siostry, w innych nie mogą na siebie patrzeć. Raczej nie potrafiłyby na dłuższą metę żyć bez siebie nawzajem.

Nieprzywiązana do miejsc ani przedmiotów z jednym wyjątkiem - na pamiątkę zostawiła sobie okruch skorupy jaja, z którego wyszła. Prawie cały czas ma go przy sobie, nosi go na rzemieniu na szyi albo w kieszeni.

***

- Co on ci zrobił?
- Nic, za co musiałabym go śmiertelnie nienawidzić.

***



[W końcu opublikowałam. Nie jestem pewna, co wyjdzie z mojego dziwnego pomysłu, ostatnio za dużo rzeczy się naczytałam i naoglądałam. Cytat w tytule z "Black Perl".]

21 komentarzy

  1. Witam serdecznie :D życzę dużo weny, miłych wrażeń i fajnej zabawy :) postać bardzo interesująca i ciekawa, jak Cass ci się spodoba to zapraszam do wątkowania coś wymyśimy :P

    PS na kp w edytorze możesz użyć usun formatowanie wtedy czcionka stanie się bardziej czytelna tylko bedziesz musiala jeszcze raz ulozyc :P

    OdpowiedzUsuń
  2. [Pewnie, że się da w końcu Xaresya z tego słynie :D
    to mam taki pomysł co do watku, że na przykład El Si z Casianem spotykają się gdzieś przed Karagaros bo np El Si chce się czegoś dowiedziec o kaplanach i eksperymentowaniu a Cass sie przypaletal tam po cos i sie spotykaja. to tylko taki luzny pomysl jak masz jakis swoj to mów chyba ze wolisz na spontana :P i co do zaczynania to może sie skusisz ^^ ?
    i nmzc ;)]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dzięki Tobie odkryłam Perl poetry, moje życie stało się piękniejsze.
    A tak ogólnie to siem witam, hej. Jesteśmy tu po wątki, więc ja w tej sprawie. Nie mam konkretnych pomysłów (jestem obecnie kreatywnie zmęczona), aleeee myślę sobie, że nasze postaci mogły na siebie w przeszłości trafić i coś się stało, albo Vera mogła odwiedzać dom Delenairów, by sobie poplotkować o magii przy herbatce.]

    Vera

    OdpowiedzUsuń
  4. [Bardziej miałam na myśli, że Vera by przychodziła do Rohana, by dyskutować o magii, jako że stawia ona pogłębianie swojej wiedzy dość wysoko, więc by z chęcią usłyszała co takiego znalazł on w laboratorium elfiego czarownika.]

    Vera

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć! Zasłoniłam twoją kartę, więc wpadam tutaj pierwsza, bo tak bardzo nie lubię zasłaniać tak fajnych postaci :D Jesteśmy tutaj dla wątków i tworzenia historii, więc jeśli miałabyś chęć to może coś pokombinujemy? :)]

    Fobos

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jasna sprawa, Vera z chęcią podzieli się swą wiedzą, jeżeli może przy tym zyskać. ;> ]

    Vera

    OdpowiedzUsuń
  7. [Fakt, punkt zaczepienia by się przydał, a ciekawe czy jakiś mamy. Generalnie Fobos jest tylko i wyłącznie na wyspie, nie opuszcza jej.]

    Fobos

    OdpowiedzUsuń
  8. - Asse hadabe! Glae mare! - wykrzykiwał kolejne zaklęcia, wiedźma była nie ugięta. W głowie pojawiła się mu myśl, czy aby na pewno ten medalion się kiedyś nie rozładuje przy takich nadużyciach magii. Schylił głowę, czarna kula energii przeleciała tuż nad nim. Podłe czarownice w tej części Xaresyi były wyjątkowo silne, nie było ich tu dużo, ale liczbę nadrabiały mocą. Schował się wyczerpany za wielkim dębem. Gdy się obejrzał z za niego, zauważył z irytacją, że kobieta zniknęła. Przylgnął czujnie do kory, spodziewając się ataku z zaskoczenia. Po jakimś czasie, kiedy już był znudzony, ale bał się zaryzykować wyjść na otwarte pole nagle od frontu nadeszła młoda dziewczyna wyglądająca na całkiem niewinną.
    - O nie znowu magia iluzji... - westchnął cicho. Szła prosto na niego. Tym razem postanowił nie dać się oszukać. Nałożył na siebie czar ochronny, ale jak zaraz poczuł słaby, ponieważ przeklęte pieśni zaczęły dolatywać do jego uszu. Może ten medalik się jednak psuje? - pomyślał. Zaczęło się mu kręcić w głowie, słyszał już tylko głos podstępnej wiedźmy.
    - Chodź do mnie chodź, pozbawię cię wszelkich smutków. - powtarzało się ciągle to, jak i inne podobne kwestie. Czuł się jak w kalejdoskopie, przed oczyma przelatywał mu ciągle obraz dziewczyny. Zrobiło mu się słabo, zalał go pot. Osunął się po drzewie na ziemię. Poczuł uścisk czyjejś dłoni na szyi. Nie mógł oddychać.
    - Leli pomóż... - powiedział desperacko w głowie. Zdziwił się bardzo jak zaraz po tym zaczął się lepiej czuć. Rzucona wcześniej magiczna osłona dopiero zaczęła działać. Spojrzał na medalion, zobaczył na nim delikatne mignięcie białego światełka. Uśmiechnął się, po czym złapał gwałtownie za bladą rękę i odepchnął od siebie wiedźmę, która była już w swojej prawdziwej postaci.
    - Pożałujesz tego, wy wszystkie tego pożałujecie! - powiedział z goryczą, a za chwilę wyskandował zaklęcie. Czarownica je łatwo odbiła.
    - To ty pożałujesz, że na mnie zapolowałeś głupcze! - wrzasnęła głucho tak, że musiał zatkać uszy. - Koniec tej zabawy! - Rozpoczęła się seria szybkich, niebezpiecznych czarów, z którymi nie miał najmniejszych szans. Pozostała tylko ucieczka. Użył szybko czaru, który wywołał burze dymną i wziął nogi za pas. Nie oglądał się za siebie, gnał najszybciej jak tylko potrafił. Przeskakiwał cały czas leżące na runie leśnym kłody i omijał doły. Drzewa rosły coraz rzadziej. Zaczął zbliżać się do skraju lasu, miał nadzieję, ze wiedźma nie pójdzie za nim tak daleko, a już tym bardziej nie wyjdzie poza jego granice. Nagle zaczepił się o gałąź i upadł, usłyszał w oddali wrzask. Podniósł się szybko i zaczął biec dalej. W końcu wyszedł z lasu na pola, a za nimi dostrzegł jakąś wioskę. Zatrzymał się na sekundę, obejrzał za siebie i nasłuchiwał. Z ulgą stwierdził, że wiedźma zaprzestała go ścigać, lecz wolał nie ryzykować, w końcu znowu mogła użyć iluzji lub innego nikczemnego czaru, więc ponownie ruszył biegiem przed siebie. Jedna noga bolała go okropnie ale nie zaprzestawał. Gdy znowu coś usłyszał przyspieszył jeszcze bardziej. Nie oglądał się w żadną stronę, patrzył tylko wprost przed siebie. Nie zauważył nawet jak z pól wbiega na drogę. Nagle na coś wpadł, a raczej na kogoś. Przewrócił się i obejrzał. Nad nim stała jakaś postać, kobieta innej rasy, której nie znał. Zrobiło mu się trochę głupio, że aż tak pochłonięty ucieczką nie dostrzegł przechodnia.
    - Przepraszam - powiedział, po czym wstał.

    [Jest extra, wątek bardzo ciekawy a te kwestie z dalanarami ah super nawiązanie :D Wczułas sie i to bardzo dobrze ;) za moje watki wybacz czasem mam kiepskie pomysly :p]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Nadal nie mam konkretnych-konkretnych pomysłów (ciągle tylko te ruiny!), więc jeżeli coś masz to bym Cię o zaczęcie poprosiła.]

    Vera

    OdpowiedzUsuń
  10. - Mam nadzieję, że nie. Wiedźma chyba dała już sobie spokój - odpowiedział. - Ach jak się zmęczyłem... - westchnął, po czym za chwilę dodał - A ty co tutaj robisz, gdzie się wybierasz? Samej podróżować tak blisko Karagaros jest ryzykownie. A w dodatku robi się coraz ciemniej. - powiedział i rozejrzał się dookoła. Za nimi była wioska, a przed wysokie wieże miasta, po obu stronach pola i lasy. Nocą mogło być tu bardzo niebezpiecznie. W dzień wiedźmy nie ruszą się ze swoich kryjówek, ale w nocy często ruszają pod mury miasta, aby siać dywersje. Chcą w ten sposób ukazać, że kapłani im nie straszni, pomyślał.
    - Może powędrujemy dalej razem? - spytał. Kobieta wydawała się mu na odważną, ale razem by było raźniej. On nie miał konkretnego celu w swojej podróży, zlecenie na wiedźmę było niezobowiązujące, mógł iść gdziekolwiek. Pragnął wplątać się w wir jakiejś przygody, aby zapomnieć o smutkach, a kobieta obcej rasy w pobliżu miasta kapłanów na pewno wróżyła coś ciekawego.
    Nagle w oddali przed nimi zobaczył jakąś zakapturzoną postać. Szła powoli drogą ubrana w brązową, znoszoną szatę. Nie było widać czy to kobieta, czy mężczyzna. I niewiadomo kim była. Może to jeden z kapłanów, uciekinier albo zwykły wieśniak? W jego głowie pojawiły się wątpliwości, ale nie aż takie żeby wziąć nogi za pas. Gdy ów człowiek był już trochę bliżej dostrzegł, że jego oczy są całkiem białe, musiał być ślepy.
    - Zaczekajmy na niego. - powiedział z przeczuciem, że kryje się za tym jakaś tajemnica.

    OdpowiedzUsuń
  11. [Może będą potrzebowały Very, aby im coś przetłumaczyła? :)
    No to ja chyba zacznę, jakoś w weekend powinno się udać. Może po prostu nie włączę Windowsa, by się odciąć od Mass Effecta.]

    Vera

    OdpowiedzUsuń
  12. - Hmm... - zastanowił się. - Nie widziałem tu takiej ani o niej nie słyszałem. Przykro mi, ale skoro weszła do miasta to prawdopodobnie od tamtej pory z niego nie wyszła. Krążą plotki, że kto tam wejdzie już z niego nie wyjdzie. Myślę, że tu poza miastem jej nie znajdziesz - powiedział.
    - Ale radzę jednak poczekać tutaj, może akurat się uda - dodał szybko po chwili, kiedy pomyślał, że mógłby nasunąć jej przez przypadek pewien niebezpieczny pomysł. Zmieszał się trochę. - W każdym bądź razie samej Cię w tamte strony nie puszczę - rzekł stanowczo.
    Wędrowiec był już tylko kilka kroków od nich, gdy nagle się zatrzymał. Podniósł głowę do góry i zrucił kaptur. Teraz mogli wyraźnie dostrzec, że był to mężczyzna w starszym wieku. Oczy miał zupełnie białe jak mleko, a brodę krótką i siwą. Głowa i czoło mimo wieku były gładkie, a na nich widniał jakiś symbol, nie wyglądał on na tatuaż, a na taki jakby ów człowiek się z nim urodził. Starzec nie był garbaty i nie chodził o lasce mimo ślepoty, co zastanowiło Cassiana, ponieważ wcześniej szedł prawie wręcz idealnie. Oczy miał skierowane w ich stronę. Stał tak jakiś czas niemal nieruchomo nic się nie odzywając, a Cass uważnie mu się przyglądał. Nagle stało się coś bardzo dziwnego. Tajemniczy człowiek w jednej sekundzie przybliżył się do nich, złapał po ich jednej ręce i nagle upadł, tak jakby stracił przytomność. Cassian w tej samej chwili doznał czegoś w rodzaju wizji. Była bardzo niewyraźna i tajemnicza. Na czarnym tle ukazał mu się witraż z różą, potem obłożone białymi płachtami krzesło a na koniec cieknąca po czyjejś twarzy krew. Szczególnie ta ostatnia wizja wywołała w nim przerażenie. Zastanawiał się co mogła ujrzeć dziewczyna.

    [sorki, że tak długo nie odpisuje, ale nabrałem sobie całkiem sporo wątków + nauka, także czasu czasem braknie :p]

    OdpowiedzUsuń
  13. - Mam nadzieję, że tak - odpowiedział dziewczynie trochę zaniepokojony tym wszystkim. Najpierw się pochylił, a potem przyklęknął koło mężczyzny. Nie miał pojęcia co robić, ale wiedział, że trzeba szybko działać, inaczej starzec mógł umrzeć zabierając wszystkie tajemnice do grobu. Zdjął swoją podróżną torbę i zaczął w niej grzebać. Szukał jakichś ziół lub czegoś co mogło pomóc biedakowi, ale znalazł tylko jedną starą roślinkę, której nawet działania nie znał i flakonik źródlanej wody. Roślinę na razie odłożył na bok, wolał nie ryzykować bo w końcu mogła być trująca. Wyjął zaś korek z małej buteleczki, delikatnie przechylił głowę leżącego i ostrożnie wlał mu kilka kropel do ust. Starzec po chwili zaczął głośniej oddychać, ale niestety przytomności nie odzyskał.
    - Eh, co tu robić... - odezwał się z rezygnacją w głosie. Nagle mężczyzna zaczął się poruszać, dostał drgawek, które z każdą sekundą stawały się coraz bardziej gwałtowniejsze.
    - Złap jego głowę i włóż jakąś szmatkę do ust, inaczej zrobi sobie krzywdę - powiedział szybko do dziewczyny, a sam zaczął zastanawiać się nad jakimś zdrowotnym zaklęciem. Nie chciał wcześniej go używać, bo nie był wyćwiczony w leczeniu za pomocą magii. - Musimy szybko działać, on umiera.
    Wyjął amulet zza koszuli i zaczął recytować formułkę, którą kiedyś nauczył się od starej zielarki. Było to jedyne zaklęcie lecznicze, które znał, a w każdym bądź razie jedyne, które przypomniał sobie w tej chwili. Kiedy pierwszy raz nie zadziałała powtórzył ją, potem kolejny raz i kolejny. Coraz szybciej aż brakło mu tchu. Energia amuletu zaczęła go wykańczać, sam poczuł się bardzo źle. W końcu dziwny staruszek uspokoił się, lecz teraz nie dawał żadnych reakcji życia.
    - Co się stało... - jęknął załamy - Czemu nie wyzdrowiał? Powinien ożyć... - Zaczął nim poruszać za ramiona, lecz bez skutku. Miał już wstawać i oznajmić, że nie żyje, gdy nagle usłyszał cichy głos. Obejrzał się na starca i zobaczył, że delikatnie porusza dłonią. Przyklęknął szybko przy nim i nachylił się, aby dobrze wszystko zrozumieć.
    - Mam wam coś do powiedzenia... - rzekł cicho, drżącym się głosem. Cassian z przejęciem czekał na przemowę tajemniczego mężczyzny. Miał tylko nadzieję, że nie będą to jego ostatnie słowa.

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Ach, a myślałem, że Ty tą przemowę napiszesz :P Mam nadzieję, że mój pomysł może być ^^ Jak coś to śmiało ciąg akcję do przodu i wymyślaj co tylko zechcesz bo ja nigdy nic nie mam zaplanowane do przodu :D]

    - W mieście, w tym przeklętym mieście dzieją się straszne rzeczy... - zaczął ochrypłym głosem starzec - Mam dla was misję niebezpieczną i ryzykowną. Jesteście wybranymi, wybranymi przeze mnie. Czuję, że jest w was to coś, co może położyć kres terrorowi kapłanów. Ja jestem przedostatnim z wielkiego, starożytnego rodu białych czarodziejów z Núrr, odłamu Wybrańców Świtu. Naszym zadaniem było strzec tych okolic od wszelkiego zła, lecz niestety siła zakonu i głupota ludzi położyła kres naszym rządom i kapłani zaczęli nas tępić. Mordowali i napadli na nas, aż w końcu zostałem sam, lecz teraz przyszła pora i na mnie. Moim zadaniem było znaleźć ostatniego czarodzieja, jak głosiła legenda narodzonego wśród cierni, których pozbawi kolców. Przypuszczam, że Ostatni jest jednym z kapłanów. Jego nie dane było mi znaleźć, ale za to znalazłem was. Los połączył was z moim przeznaczeniem i teraz przekazuje wam moją misję, znajdźcie ostatniego Białego czarodzieja dzieci Núrii... - rzekł, po czym jego oczy zamknęły się. Cassian delikatnie ze smutkiem w oczach wstał. Do głowy od razu przyszło mu masę pytań, co to za czarodzieje, dlaczego nazwał ich dziećmi Núrii?
    - Musimy zabrać stąd jego ciało i odprawić odpowiedni pochówek - powiedział w kierunku El Si. Wziął starca na ręce i skierował się na zielone wzniesienie pośród łąk. Gdy dotarli na miejsce nazbierał kamieni i obłożył nimi mężczyznę, a następnie zgodnie ze zwyczajem ze stron, z których pochodził nazrywał kwiatów i obsypał grób ich płatkami. Później zaś po wymienieniu paru słów stanęli oboje w milczeniu. Nagle grób rozbłysł białym światłem, które najprawdopodobniej zaczęło emanować od tatuaży mężczyzny.
    - Coś się kończy, coś się zaczyna... - odezwał się z melancholią w głosie.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Tak, musimy ruszać w drogę - odparł. - Pierwszym naszym celem jest przekroczenie bramy miasta, później ustalimy co dalej. - powiedział, po czym zszedł ze wzniesienia. Było już prawie ciemno. Księżyc jedynie blado oświetlał okolice. Powinni rozbić gdzieś obóz i się wyspać, ale w tym miejscu było niebezpiecznie, a już zwłaszcza o tej porze. Miał dość przygód z wiedźmami jak na jeden dzień. Weszli z powrotem na drogę i ruszyli w kierunku miasta. Cassian myślał o spotkaniu z tajemniczym mężczyzną, wizji, którą wywołał i słowach, które wypowiedział. To wszystko plus poszukiwania siostry El Si sprawiło, że poczuł się bardzo odpowiedzialnym za losy innych ludzi, którym mógł pomóc i że w końcu natrafił na przygodę, która mogła wnieść coś ciekawego do jego smutnego żywota.
    - Opowiesz mi coś o swojej siostrze? - spytał się, chcąc przerwać dotychczasowe milczenie. Nagle spostrzegł jak jakiś dziwny czarny kształt leci wolno po niebie w kierunku Karagaros. Miał nadzieję, że to nie wiedźma na miotle. Sam się jeszcze nigdy nie spotkał z czarownicą, która by używała miotły do latania, ale słyszał o takich w opowieściach swojej babci. Ścieżka zaczęła prowadzić ich do lasu. Na wszelki wypadek wyjął swój amulet z za koszuli i zaczął zbierać w sobie moc. W oddali wśród drzew dostrzegł światło z ognia, a do jego uszu doleciał płynny, delikatny śpiew.

    Cicho śpiewa motyl
    Cicha cisza gra
    Niebo świeci blado
    Gwiazd błyszczy blask.

    - Też to słyszysz? - spytał się El Si, a później dziwnie się na nią popatrzył, gdy usłyszał kolejne wersy pieśni.

    Cicha cisza gra
    Ktoś się do nas zbliża
    chłopak i dziewczyna
    Szepce szumi las
    Zapraszamy, zapraszamy Was!

    OdpowiedzUsuń
  16. - Usiądźmy - powiedział spokojnie Cassian. Z tymi wiedźmami mogło być różnie, wolał nie zdradzać narazie swojej wrogości do nich, a podejść do sprawy rozsądnie. Była nawet szansa, że puszczą ich wolno.
    - Co panie robią tutaj, tak późną porą? - spytał się, gdy usiadł na pniaczku.
    - Ucztujemy młodzieńcze - rzekła jedna z wiedźm, krojąca właśnie kawał mięsa. - A was, co tutaj sprowadza? - spytała się i popatrzyła wprost w jego oczy przenikliwym wzrokiem.
    - Idziemy do Karagaros - odparł. Wolał mówić prawdę, bo wiedział, że wyłapały by każde kłamstwo. W tym momencie jedna z czarownic popatrzyła się dziwnie na drugą, jakby sobie coś przekazywały, ale nie było nic słychać. Potem ta pierwsza szybko przemieściła się i usiadła pomiędzy Cassisem i El Si, złapała ich za ramiona i zaśmiała się.
    - Filemona, podaj naszym gościom coś do jedzenia. Z pewnością są głodni - Druga, ta, na którą wcześniej się patrzyła, posypała czymś mięso i szybko podała przybyszom. Trzecia przyglądała się dziwnie koleżankom, jakby z zakłopotaniem.
    - Dziękujemy, ale nie jesteśmy głodni - powiedział, wymownie patrząc się na El Si. Jedzenie z pewnością było zatrute.
    - Hahaha, jesteście głodni - powiedziała ta, która ich obejmowała i sama przyłożyła im mięso do ust. - Jedzcie! - krzyknęła z lekką złością.
    Nie było już wyjścia, trzeba było zacząć działać. Cassian szybko zerwał się na nogi, popchnął wiedźmę i rzucił czar wiążący swoim amuletem, przez co ta znieruchomiała. Filemona, widząc to szybko rzuciła się w kierunku El Si, złapała ją znienacka i przyłożyła nóż do szyi, śmiejąc się diabolicznie.
    - Stój, bo zabiję twoją zielonkę - rzekła sycząc. - Synthia bierz się za niego! - krzyknęła do trzeciej, która do tej pory siedziała bez czynnie ze smutkiem w oczach, lecz ona tylko wstała i popatrzyła się na Cassiana, jakby dając mu jakiś znak. Ten zdziwiony, dopiero po krótkiej chwili zorientował się, o co chodzi. Wiedźma chciała im pomóc. Szykował już kolejny atak, gdy nagle ta pierwsza, budząc się z zaklęcia, złapała go za nogę i przewróciła na ziemię. Zaczęła go dusić. Synthia, widząc to zaszła od tyłu Filemonę, uwolniła od niej El Si, wyrwała jej nóż i przyłożyła go do jej szyi.
    - Synthia! Ty zdrajczyni skażona! Arrr.. - wrzasnęła ze wściekłością Filemona.
    - Puść chłopaka Riello, bo ją zabiję! - krzyknęła Synthia.
    - Ty puść ją, bo ja zabiję jego! - odpowiedziała.
    Konflikt stał się niebezpiecznym kołem i wydawało się, że tylko El Si może go przerwać.

    [Jest bardzo dobrze, fajnie piszesz ;) a ja mam nadzieję, że dało się w tym moim wątku połapać, o co chodzi]

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedy El Si zagroziła, trzymającej go wiedźmie, poczuł, że ucisk na jego szyi słabnie. Poczekał jeszcze chwilę, po czym uniósł się gwałtownie i wyrwał Rielli, która wrzasnęła na całe gardło.
    - Co ty mi zrobiłaś?! - krzyknęła złowieszczo do dziewczyny. Cass szykował zaklęcie w jej kierunku, lecz ona szybko wstała i błyskawicznie, zamieniając się w czarną chmurę niczym pocisk uderzyła w Synthię, po czym znikła, rozpływając się w powietrzu. Wiedźma, którą zaatakowała upadła na ziemie, tracąc przytomność. Uwolniona Filemona natomiast od razu ruszyła do ataku. Zaczęła śpiewać donośnym głosem, który zaraz przerodził się w głuchy, szaleńczy wrzask. Wiatr zerwał się niczym huragan, a drzewa zatańczyły, wyginając konary. Cass ledwo utrzymywał się na nogach. Musiała być naprawdę wściekła.
    - El Si, masz może w zanadrzu jeszcze jakieś tajne zdolności? - krzyknął głośno do dziewczyny, mając nadzieję, że razem uda im się powstrzymać szalejącą wiedźmę. Sam wyciągnął jeszcze swój sztylet i rzucił kule ognia, która nawet nie przeleciała kilku kroków, a już znikła. Burza Filemony stawała się coraz bardziej szaleńcza, a wiedźma tak pochłonięta swoją pieśnią nie mogła dostrzec tego, co dzieje się za nią. Synthia z rozwianymi włosami i czarnymi oczami, podniosła się z ziemi. Wyglądała tak, jakby burza nie miała na nią żadnego wpływu. Podeszła dumnie bliżej Filemony i złapała ją nagle długimi szponami za ramię.

    OdpowiedzUsuń
  18. [Na początek sprawa organizacyjna :P nwm czy widziałaś ale na twojego maila powinno przyjść Ci zaproszenie na event, bardzo bym prosił o odpowiedź. Jeśli zaproszenie nie doszło podaj mi swojego maila ;) z góry dziękuje :)]

    Synthia zaszła ją od tyłu, El Si od przodu. Mogłoby wydawać się, że Filemona jest na straconej pozycji, jednak jej szaleńcy śpiew nie ustawał. Wciąż powodował, że Cassian ledwo utrzymywał się na swoich nogach. Nagle wiedźma skierowała swój wzrok na niego. Nie mógł się od niego oderwać. Hipnotyzowała go. Jego oczy zaczęły zmieniać barwę i kształt źrenicy. Po chwili, niespodziewanie ruszył w kierunku El Si, złapał ją za ręce i chciał wyrwać jej sztylet. Zachowywał się jak obłąkaniec. Filemona zaśmiała się głośno i paskudnie.
    - Dosyć tej zabawy! - powiedziała nagle donośnie Synthia - Przyszedł czas, abyś zapłaciła za swoje uczynki.
    Zła wiedźma nagle odwróciła się w jej stronę i i schwytała za ręce, które trzymały jej ramiona. Potem silnie odepchnęła ją za pomocą magii.
    - To ty zapłacisz za wszystko zdrajczyni! Jak śmiałaś się zbuntować. Nie udawaj niewinnej, zawsze będziesz miała na sobie piętno okrutnej wiedźmy, zawsze! - krzyknęła, po czym jeszcze raz uderzyła w nią czarem, lecz tym razem został odbity. Nagle oczy Synthii zrobiły się całe białe, zaczęła inkantować jakieś zaklęcie, na które musiała poświęcić wiele energii. Ylevaro se'athe morge karo querte. Gdy wypowiedziała ostatnie słowo skóra Filemony zaczęła marszczyć się i szarzeć, złapała się za gardło, nie mogła nic z siebie wydusić. Ruszyła tylko dłonią w kierunku chłopaka i rozsypała się w proch, który rozleciał się na wszystkie strony świata. Cassian upadł na ziemię. Gdy po chwili oprzytomniał, jego oczy stały się normalne, lecz na lewym przedramieniu spostrzegł dziwne znamię, które powodowało ból, jakby go paliło. Synthia podeszła do niego.
    - Filemona zostawiła po sobie ślad i cię naznaczyła. Musisz teraz na siebie uważać, bowiem możesz tracić niekiedy nad sobą kontrolę, tak jak stało się to dzisiaj.
    - Kim ty w ogóle jesteś?
    - Jestem wiedźmą. Buntowniczką. Dostałam misję od pewnej bliskiej mi osoby i teraz muszę ją wypełnić. Muszę przedostać się do Karagaros.
    - Idź w takim razie z nami - rzekł.
    - Na to liczyłam. Tylko wy możecie mi pomóc - odparła z uśmiechem, spoglądając na El Si, po czym wstała i stanęła przy drzewie. - Czekam na was.
    Cassian podszedł do El Si trochę zawstydzony.
    - Przepraszam za to, co się stało, nie kontrolowałem nad sobą. Mam nadzieję, że mi wybaczysz - powiedział.

    [Jakbym za bardzo kierował wydarzeniami, czy za szybko lub coś innego to mów to poprawie się ;)]

    OdpowiedzUsuń
  19. Cieszył się, że dziewczyna nie ma mu nic za złe.
    - W porządku, trochę boli, ale to nic. Nie raz i nie dwa miałem gorsze obrażenia - odpowiedział.
    Potem wyruszyli w drogę. Gdy zaczęło świtać ujrzeli w oddali mury miasta, wysokie wieże katedry i pałaców. Gdy byli coraz bliżej Cassian czuł narastający niepokój. Miasto wydawało się piękne, lecz biła od niego złowroga, zniechęcająca aura.
    - Macie plan jak się tam przedostaniemy? - zapytał.
    - Ciebie powinni wpuścić bez problemy. Z chęcią przyjmą kolejnego parobka - rzekła Synthia z drwiącym uśmiechem. - Gorzej z nami, niewiadomo jak by zareagowali na zieloną mutantkę, a moją magię wyczuli by z pewnością.
    - W takim razie może sam wejdę przez główną bramę, a was wpuszczę przez jakieś tajne wejście. Bo chyba jakieś tam musi być -zaproponował.
    - I jest. Gdy znajdziesz się wewnątrz grodu skieruj się w lewo i szukaj niskiego małego budynku, obecnie trzymają w nim stare graty, więc nie powinien ci nikt przeszkodzić. Potem w podłodze odnajdź ukrytą klapę, otwórz ją i czekaj tam na nas - powiedziała. Cassian zastanowił się skąd ona o tym wszystkim wie. Może już kiedyś tam była, pomyślał.
    - El Si, ty pójdziesz ze mną. Zgadzasz się? - spytała.

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jak coś to możesz sama sterować Synthią ;)]

    Gdy przechodził przez bramę zatrzymali go dwaj strażnicy. Spytali tylko o cel podróży i puścili dalej. Zaobserwował jednak, że jakoś dziwnie się zachowywali. Jakby starali się być mili. Kapłani wszystko okryli otoczką kłamstwa, pomyślał. Od razu po wejściu do miasta, skierował się na lewo tak jak nakazała mu Synthia i zaczął szukać niskiego budynku, co było dosyć sporym wyzwaniem, bo takich to tu było całkiem sporo. Każdemu przyglądał się uważnie i w miarę możliwości zaglądał do środka, nie chcąc przy tym zwrócić uwagi straży miejskiej, której wszędzie było pełno. Po jakimś czasie jego uwagę przykuł jeden stary budynek, lecz drzwi do niego były zamknięte. Zakradł się, więc od tyłu i zajrzał przez okno. W pomieszczeniu było pełno gratów.
    - A ty co tu robisz? Szpieg? Złodziej? Ratunku! Pomocy! - zaczęła wykrzykiwać jakaś starsza kobieta, rozwieszająca pranie na działce obok. Jak ja mogłem jej nie zauważyć, powiedział do siebie w myślach, czerwieniąc się jednocześnie.
    - Spokojnie, niech się pani uciszy! - powiedział do niej szybko. - Nie jestem tu w złych celach. Muszę pomóc przyjaciołom.
    Kobieta uspokoiła się i przyglądała długą chwilę, a gdy podbiegł do niej strażnik powiedziała, że to pomyłka.
    - Więc zamierzasz stanąć w szranki z kapłani? - spytała się cicho ze smutkiem w głosie. Pokiwał głową. - Nie masz szans, są zbyt silni. Ale życzę Ci powodzenia. Sama kiedyś też chciałam się im przeciwstawić, ale w końcu się wycofałam, zdając sobie sprawę, że jestem bezsilna... Ale ty mi wyglądasz na wyjątkowego. Coś w tobie jest... Nie czekaj, zbij szybę i właź do środka, jak tak bardzo Ci zależy na tym, aby się tam dostać. Powiem, że to jakieś dziecko zbiło szybę, rzuciwszy kamieniem.
    - Dziękuję - odpowiedział tylko, po czym zrobił tak jak powiedziała, bardzo starannie, aby trzask szkła był możliwie najcichszy. Potem wlazł do składziku i odszukał klapy w podłodze. Mocował się z nią przez dobre parę minut, ale w końcu udało mu się ją otworzyć. Następnie przysiadł i czekał na Synthię i El Si. Miał nadzieję, że nie spotkało je nic złego.

    OdpowiedzUsuń
  21. W końcu, gdy już miał dość czekania znalazł pochodnię, zapalił ją i zszedł na dół. Jednak w tym momencie zauważył zbliżające się w jego stronę postacie. To była El Si i Synthia.
    - Jak dobrze, że was widzę. Już myślałem, że coś się stało - powiedział. - Chodźcie - rzekł i ruszył po schodach.
    - Musimy jakoś zamaskować El Si - odezwała się Synthia, kiedy znaleźli się już w starej graciarni i spojrzała na dziewczynę z zastanowieniem. - Będę musiała użyć czaru, który zmieni na pewien czas kolor twojej skóry. Zgadzasz się? - spytała się jej.
    Nagle na zewnątrz rozległy się odgłosy kroków ciężkich butów. Cassian wyjrzał ostrożnie przez zakurzone okno. Do chaty zbliżał się kapłan-strażnik.
    - Spokojnie, mam plan - powiedział cicho. - Ja wyjdę i go tu przyciągnę, a wy go schwytajcie z zaskoczenia.
    Otworzył drzwi i wyszedł mu naprzeciw, kłaniając się nisko.
    - Szanowny panie, proszę o pomoc. Ktoś włamał się do składu! Co ja biedny teraz pocznę...
    - Cicho tam, nie marudź i zejdź mi z drogi! Sam to zobaczę - odpowiedział i wszedł do środka. Zanim zdążył, cokolwiek powiedzieć, Cassian kopnął go mocno od tyłu w nogi, tak że się zachwiał do przodu i prawie upadł, a później ogłuszyła go Synthia swoimi czarami.
    - Będzie sobie tak spał i spał. Nie mamy się czym martwić - wyjaśniła.
    - No to mamy już przebranie - odezwał się po chwili Cassian, uśmiechając się w stronę El Si.

    [twoja odpiska była jak najbardziej w porządku :)]

    OdpowiedzUsuń