Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wanda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wanda. Pokaż wszystkie posty

5 sty 2017

"Gdy długo spogląda­my w ot­chłań, ot­chłań spogląda również w nas."

Wanda Cichowska

Lichy płomień świecy kładł świetliste cienie na żebrowych sklepieniach malowanych w fantazyjne wzory wyobrażające białe jednorożce pędzące przez ukwiecone łąki, mroczne lasy, niedostępne góry i spienione fale. Dalej nieśmiały poblask prześlizgiwał się po podpierających sufit, zdobnych liśćmi akantu kolumienkach i gobelinach pokrytych wyobrażeniami przeróżnych magicznych istot. Wreszcie światło nieśmiałego ognika spoczęło na misternie rzeźbionych w dębowym drewnie meblach. Niewielkie wkomponowane w kredens biureczko, kilka ciężkich wymoszczonych błękitnym materiałem krzeseł, stolik z obrusem w odpowiednim kolorze i wreszcie ciężkie łoże z kolumienkami i beżową pościelą stanowiły wyposażenie tego dość ciasnego lokum. Wreszcie rozigrane półcienie spoczęły na twarzy młodej kobiety leżącej na miękkiej pościeli w zwiewnej białej koszuli nocnej. Delikatne pukanie w szybę kazało jej jednak zerwać się z posłania i uchylić okno pozwalając na wdarcie się do przytulnego pokoiku złośliwego podmuchu wiatru. Na chwilę pomieszczenie zatonęło w ciemnościach, ale wnet jej zgrabne paluszki roziskrzyły knotki na nowo, a inne ręce przymknęły okiennice. W tym czasie do jej lokum wleciał z trzepotem skórzastych skrzydeł mały nietoperz, a za nim wgramolił się młodzieniec o bujnej ciemnobrązowej czuprynie i granatowych oczach. Odwracając się drgnęła zaskoczona bardziej tą wizytą niż onieśmielona nietaktownym odzieniem, tym mniej ubliżającym, iż także jego strój bardziej nadawał się do snu.
- Czy panicz nie powinien już być w łóżku? - zapytała tonem przygany, choć z wyraźnym rozbawieniem w głosie. Odpowiedział jej dźwięczny śmiech młodego arystokraty.
- Widzę, że z siostrzyczki stajesz się mateczką... przyszedłem żeby nie było ci nudno samej.
- Któż ci powiedział, że się nudzę? - zapytała z udawanym oburzeniem.
- Rufus - odpowiedział zerkając na zawisłego na baldachimie łoża latającego ssaka. Zwierzak pisnął jakby na potwierdzenie tych słów. Młodzieniec przysiadł na brzegu łóżka, a dziewczyna obok.
- O już my się policzymy jak tylko zejdzie... A do ciebie Irysku to ja nieraz cierpliwość tracę
- No cóż pani Amertod już dawno straciła... do nas obojga. Pamiętasz jak nazywała cię diablicą w przebraniu
- To było chyba wtedy jak ganiała cie z miotłą, bo kradłeś ciastka z kuchni i bała się, że gorące mogą ci zaszkodzić
Wybuchnęli śmiechem oboje przypominając sobie malowniczą scenę, gdy pulchna ciemnowłosa kucharka w czepku gnała przez podwórze z wiechciem terroryzując plączące się po podwórzu stadka kur i wykrzykując groźby, których nie byłaby gotowa spełnić nigdy w życiu.
- Mówiłem że nas złapie, ale ty się uparłaś i oczywiście to mnie przyłapała
- Zawsze wpadałeś w kłopoty, a potem mówiłeś że to przeze mnie. Jakbyś spadł dzisiaj z tego pnącza, to też byłaby moja wina. Nie rób tego więcej.
- Tak martwisz się o mnie, a sama żyjesz z żelazną zadrą w piersi i nawet nie pozwalasz sobie pomóc
- Nie poruszajmy tego tematu, bo pożałuję, że ci powiedziałam
- A miałaś wyjście? Musiałaś czymś zająć zrozpaczonego dziesięciolatka.
- Daj spokój to już dziewięć lat od kiedy zgubiliśmy się wtedy w lesie, i dokładnie dwadzieścia jak zginęła moja matka. Nadal nikt nie wie jakim cudem rażona jeszcze w jej łonie ostrzem, z którego kawałek utkwił mi w ciele przeżyłam. A ja wciąż zastanawiam się dlaczego? To jasne, że ojciec był bratem królowej, jak i to że był znakomitym medykiem, przebąkiwano że wplątał się w działalność jakiejś organizacji do walki z siłami ciemności założonej przez samego króla, ale dlaczego jakiś mężczyzna w ciemnym płaszczu i z gadzimi łuskami wbił włócznie w serce mojej matki tego zrozumieć nie potrafię. Ojciec też nie umiał. Wciąż obwiniał się o jej śmierć i chyba przelał część tej goryczy na mnie. Coraz częściej myślę, że to przez mój dar. Ktoś musiał dowiedzieć się, że będę potrafiła widzieć przyszłość i postanowił...
- To tylko przypuszczenia. Nie możesz tak myśleć
- Wiesz Irydionie, kiedyś pomszczę ją i ojca także. Myślę, że to przez te wszystkie zmartwienia umarł tak szybko, a może ten morderca znalazł i jego i przyłożył do tego ręki
- Dlatego tak zapamiętale ćwiczysz?
- Nie... - odparła uśmiechając się. Szybkim ruchem starła łzy nagromadzone w kącikach oczu - co prawda, gdy ojciec odszedł miałam zaledwie osiem lat, ale już rok wcześniej zabrał mnie pewnego dnia do sali rycerskiej w naszym pałacyku i powiedział "Przyjdzie dzień, gdy będziesz mogła liczyć tylko na siebie i dlatego musisz umieć się bronić" potem przyszło do wyboru broni. Ojciec wierzył, że każdy człowiek posiada zdolności do określonego jej rodzaju. Żebyś widział minę sługi gdy wreszcie podał mi halabardę. Gdy wykonałam kilka zaledwie kilka zamachów zrozumiałam, że znalazłam to czego potrzebowałam. Zresztą jest dużo łatwiej, gdy potrafisz przewidzieć każdy ruch przeciwnika i jesteś na tyle szybka, że nie może cie wręcz zobaczyć.
- Z mieczem także, a jest lżejszy
Pokręciła głową.
- U mnie działa tylko z halabardą.
- Czasem jesteś trochę dziwna
- To jest dziwne? A widzenie w ciemności i skrzydła nietoperza, które wyrastają mi z pleców na zawołanie to już nie są dziwne, a po za tym to ciebie mają za wariata
- Tylko dlatego, że kiedy zgubiliśmy się w lesie Leśne Licho nauczył mnie rozmawiać ze zwierzętami i roślinami... ale dzięki temu nie musisz pisać liścików bo Rufus ma doskonałą pamięć
- Szkoda tylko, że miewa tak głupie pomysły jak łażenie po ścianach
- To już akurat mój autorski. Od ciebie się tego nauczyłem. Twoje bitwy z panią Tertis były pełne natchnienia. Bez ciebie moje życie byłby zabójczo nudne. Ty jedna miałaś dla mnie czas siostrzyczko. Ty jedna opierałaś się dworskiej etykiecie. Dobrze ze mój ojciec zdecydował się ci pomóc. 
- I pomyśleć, że niektórzy sądzą iż władcy są tacy poważni i opanowani


Ks. Irydion

- Ja nie jestem żadnym władcą. Jestem twoim młodszym braciszkiem i zawsze tak będzie. Mam siedmiu braci i niech oni rządzą
- Nie chcesz dobra Lanthavi?
- Chcę tak jak ty i chcę działać jak ty, jako cień przy tronie. Władza spęta mi ręce. Będą patrzeć na każdy mój krok, więc nie zrobię tego decydującego, na jaki odważyć chcę się dziś. Ruszam do innych krain. Wierze, że zjednoczenie jest możliwe, ale najpierw trzeba poznać dokładnie tych, których chcemy zjednoczyć. To nie są jakieś masy jak twierdzą naukowcy. To ludzie a ich nie można podciągnąć pod jedną kreskę. Chce ich poznać.
- Więc przyszedłeś się pożegnać?
- Na to wygląda - odparł z nuta smutku w głosie.
- W takim razie grubo się mylisz - wykrzyknęła niemal z furią zrywając się z miejsca - jak coś ci się stanie znów będzie na mnie, więc chyba kpisz, jeśli sądzisz, że puszcze cię samego
- Zwariowałaś! Chce podróżować jako wędrowny bard, więc jak chcesz wyjaśnić swoją obecność
- Powiedzmy, że jesteś niespełna rozumu i muszę cie pilnować, dość zresztą blisko prawdy.
Zbliżył się do okna sądząc że uniknie dalszych pytań i tym sposobem wymknie się niepostrzeżenie. I rzeczywiście nie pytała, ale pewien był, że i tak będzie na niego czekała przy bramie. Ciężko było ją zwieść. Nadawała się na szpiega idealnie i bardzo trafnie określiła ją diablicą w przebraniu. Najgorsze, że wraz z nią przyplątać mógł się Leśne Licho, albo jeszcze jakiś inny duch z bagien. Jak to mówią ciągnie swój do swego. Po cichu wślizgnął się do pokoju. Miał ochotę jeszcze raz pójść do ogrodu obejrzeć majestatyczne pomniki królów strzegące ścieżek pogrążonych w księżycowej poświacie. Bał się jednak, że gdy stanie znów zamyślony u stóp zaklętego w kamień jakiegoś swego przodka, wyglądając przez okno ochmistrzyni nie weźmie go znów za ducha, jak to już się zdarzało i śmiertelnie przelękniona nie po stawi na nogi pół pałacu. Ostatecznie wiec postanowił zadowolić się widokiem sufitu pokrytego malowidłami, zwiastującego mu ostatnią noc w rodzinnym domu.    

kontakt do autorki: fantazjalonka@gmail.com lub GG: 59979146