9 lut 2018

∞ I'm not a death. I'm her harbinger. ∞

Jasny księżyc przetaczał się przez krąg ciemnych chmur, które już zdołały zasnuć całe nocne niebo, nie pozostawiając przy tym żadnej gwiazdy. Piękny księżyc, choć budził zachwyt, pozostawiał teraz nikłe uczucie niepokoju. Rozpoczynał właśnie swoją wędrówkę po niebie, sunąc się po nim niczym delikatna, nieskazitelna łuna. Choć był piękny, to z każdą minutą ciszy panującej na równinie to nikłe uczucie niepokoju, stawało się coraz silniejsze. Wiatr umilkł już dawno, tuż po zachodzie słońca. Nic nie szeleściło w trawie, nic nie szeptało. Nawet mieszkający nieopodal chochlik bał się wyjrzeć przez okno swojego cieplutkiego, miłego domu.
Kiedy tylko piękny księżyc znalazł się na samym czubku ciemnego nieba, nadeszła północ. Wtedy, przez kilka sekund zapanowało nagłe poruszenie. Wiatr zawył wściekle, poruszając się między wysokimi trawami, kołysząc gałęziami drzew pobliskiego lasu, rozwiewając włosy młodzieńca. Ten wpatrywał się we wszystko z zachwytem, podziwiając piękno oraz niezwykłość natury. Sowa wydała z siebie kilka głośnych dźwięków, a potem odleciała, nie chcąc patrzeć na to, co się zaraz stanie. Cichy trzepot skrzydeł umilkł raptownie, żeby znowu mogła zapanować niepokojąca cisza.
Młodzieniec spojrzał w zasnute chmurami niebo, chcąc dojrzeć choć jedną z gwiazd. Jednak niebo tej nocy nie dało mu tej przyjemności. Chmury odsłaniały tylko jasno świecący księżyc, tak jakby się przed nim rozstępując. Wiatr zawył jeszcze raz, po raz ostatni tej nocy. Przyniósł ze sobą zimny podmuch, który został już z młodym chłopakiem. Ten westchnął, obejmując się ramionami. Chciał się ogrzać, jednak bezskutecznie.
Minęło kilka minut, a on jeszcze siedział z głową zadartą do góry. Wciąż nie tracił nadziei, że jego ukochana przyjdzie. Tak samo wciąż przywoływał w pamięci słowa kobiety spotkanej dziś na targu, ledwo starszej od niego. Choć była piękna, to on jej się bał. Oczy miała zamglone, skórę bladą. Jednak największy strach budziły w nim jej czarne włosy, które zakrywały prawie cały czas jej twarz, jakby chcąc coś przed nim ukryć. Chwyciła go wtedy za ramię i wyszeptała kilka słów, które chyba już na zawsze pozostaną w jego umyśle. Nigdy nie zniknął. Może je zagłuszy, ale one i tak tym prędzej do niego wrócą. Nie wiedział, kim była i nie chciał wiedzieć. Nikomu o tym dziwnym spotkaniu nie powiedział, nawet swojej ukochanej Evie.
Poczuł, jak krople wody powoli lądują na jego twarzy, żeby potem po niej spłynąć. Odetchnął cicho, podnosząc się z zimnej ziemi, która zaraz miała stać się mokrym błotem. Rozejrzał się w poszukiwaniu ukochanej, starając się choć trochę rozgrzać. Nigdzie jej nie było. Nie widział jasnych puklów włosów, pięknej, niebieskiej sukni. Nie słyszał jej cudownego śmiechu. Zamiast tego w jego uszach zagościł bardziej nieprzyjemny dźwięk. Coś trzasnęło, zagrzmiało. Ponownie podniósł wzrok, a z jego ust wydobył się cichy szept. Burza. Jak powiedziała upiorna kobieta dzisiaj na targu.


Selene Lune siedziała w ciemnym pomieszczeniu, na łóżku. Wpatrywała się w tańczący płomień świecy, jedynego oświetlenia małego pokoju w gospodzie. Paznokcie wbijała w skórę swojej dłoni, chcąc odwrócić swoją uwagę bólem. Zamknęła oczy, słysząc, jak uciążliwy dźwięk wciąż szumiący w jej uszach narasta. Grzmoty, szum drzew, wiatr wyjący po polu. Mimo iż była daleko od miasta, gdzie przejść miała dzisiaj niszczycielska burza, to ona i tak słyszała coraz głośniej jej odgłosy, jakby znalazła się w jej centrum. Szept. W końcu pośród głośnych odgłosów burzy usłyszała cichy szept. Miała rację. Wariatka miała rację. Uśmiechnęła się delikatnie, jednak nie był to wesoły uśmiech, tylko smutny, jakby czegoś żałowała. Pośród grzmotów jeden wyróżnił się, ponieważ nagle huknął w jej uszach. Wzdrygnęła się, prawie krzycząc. Krzyk młodego chłopaka. Był całkowicie niewyraźny, ale przepełniony bólem i przerażeniem.
Cisza. Została już tylko cisza.
Płomień świecy zatańczył już ostatni raz, a potem zgasł, pozostawiając po sobie tylko nikłą nitkę dymu. Selene rozluźniła dłoń. Pogładziła ją, czując, że przebiła się aż do krwi.
Umarł — szepnęła do siebie, opadając na niewygodne łóżko. — Oni nigdy nie słuchają moich ostrzeżeń. Po co ja się staram?



RELACJE         DZIENNIK         HISTORIA



Witam wszystkich. Oczywiście zapraszam do wątków. 
fc: Kaya Scodelario

kontakt z autorką:
Gmail: karolina.zochowska24@gmail.com
GG: 63855484
Twitter: @Rox_Clarre

12 komentarzy

  1. Witam serdecznie w Eleseyi! Na początek życzę dużo radości i weny, wielu, wielu wątków i niezapomnianych przygód :D Stworzyłaś bardzo tajemniczą i intrygująca postać, aż chce się ją odkrywać. Jeśli chciałabyś ze mną popisać to zapraszam pod kp Cassiana, a nad czymś pomyślimy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. [Pomysł bardzo fajny :) sam myślałem nad czymś podobnym, tyle że podobnie jak w twojej kp Selene sama zaczepia Cassiana bo przewidziała, że zostanie dzisiaj zabity przez wiedźmy, na które ma zlecenie. A Cassian miałby jakieś podejrzenia, co do niej. Może ją wziąć właśnie za wiedźmę no i później coś tam coś tam. To nwm, co daje więcej możliwości, jak myślisz? Albo w sumie można też połączyć to i najpierw Cass dostaje zlecenie na Selene, a później ona przepowiada że zostanie zabity.]

    OdpowiedzUsuń
  3. [No to jak już mamy jakiś zarys to kto zacznie? ^^]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Mi tam się bardzo podobało :) Masz fajny styl, nie to co mój ;) I jak coś to ja będę teraz tylko w weekendy prawdopodobnie odpisywał, niestety trzeba do szkoły wracać.]

    Słońce ogrzewało frontową ścianę niewielkiego, drewnianego domku, stojącego na polanie wśród drzew. Cassian opierał się o nią, siedząc na ławce i z zamkniętymi oczami rozmyślał. Potrafił tak przesiadywać nawet całe dnie. Nagle usłyszał zbliżające się kroki. Otworzył powoli oczy i spojrzał. W jego stronę biegł zadyszany syn znajomego karczmarza. Domyślił się, że ma dla niego jakieś zlecenie, inaczej nie pędził by tak szybko.
    - Witaj łowco! - wydusił z siebie chłopak, zatrzymując się tuż przed nim i łapiąc powietrze.
    - Witaj Staśko! - odparł. - Z czym do mnie przychodzisz?
    - Ojciec ma dla ciebie pilne zlecenie. Spiesz się.
    Zlecenie, hmm dawno nie miałem zlecenia, pomyślał Cassian i zerwał się z ławki. Brakowało mu w ostatnim czasie wrażeń i wciąż czuł nieodparte pragnienie zemsty. Wyraz jego oczu stał się nagle bardziej gniewny. Wszedł do domku i zabrał parę przydatnych w czasie polowań rzeczy w tym m.in. magiczny amulet. Gdy wyszedł zamknął drzwi na klucz.
    - A więc ruszam - rzekł. - Wracasz ze mną?
    - Niee - odsapnął młodzieniec, siadając na ławce. - Muszę chwilę odpocząć.
    - Jak uważasz - powiedział i poszedł w stronę swojego konia, chowającego się w małej szopie. Gdy był już gotowy ruszył w drogę. Prawie cały czas po obu stronach ścieżki otaczał go ciemny las. Dopiero później, bliżej wioski zaczęły pojawiać się pola uprawne. Gdy dotarł na miejsce od razu skierował się ku karczmie, a tam czekał już na niego jej właściciel.
    - No, w końcu jesteś Cassianie - rzekł zniecierpliwiony mężczyzna.
    - O co chodzi? - spytał się.
    - Przed około godziną przyszła tu pewna dziwna kobieta. Biła od niej mroczna, przyprawiająca mnie o dreszcze aura i miała ze sobą księgę. Przestraszyła nawet tego bawidamka Billiego. Przepowiedziała mu śmierć... - wyszeptał karczmarz, nie chcąc przestraszyć klientów. - Gdy zjadła pospiesznie wyszła, wsiadła na konia i ruszyła na zachód - wskazał miejsce, po czym kontynuował - To najpewniej wiedźma. Musisz ją dorwać, bo bogowie wiedzą co może się strasznego przydarzyć! Przez nią jeszcze stracę swoich klientów, tylko tego mi brakowało. Jeśli się z nią rozprawisz dostaniesz sowitą zapłatę.
    Cassian namyślał się przez chwilę.
    - No dobrze, powiedz mi chociaż jeszcze jak wyglądała?
    - Miała brunatne, długie włosy i przeszywające, niebieskie oczy - karczmarz aż się wzdrygnął na te słowa. - Ruszaj prędko, nie ma ani chwili do stracenia!
    Chłopak kiwnął głową, wyszedł na zewnątrz i rozejrzał się po okolicy. Cała ta historia o wiedźmie wydała mu się podejrzana, ale postanowił ją zbadać. Wsiadł na konia i ruszył gościńcem na zachód.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam serdecznie w naszym skromnym gronie i życzę mnóstwa przygód i wspaniałych przyjaźni na tej nowej drodze życia. Jak zawsze hmmm mnie uprzedził ;) dobrze, że mnie ogarnął żebym wreszcie zajrzała, bo by mnie jeszcze tak miła okazja do powitań minęła. W każdym razie powitania spóźnione ale szczere. Postać wspaniała, intrygująca, skomplikowana i przede wszystkim dobrze napisana. Mam wrażenie, że mogą się polubić z Wandzią. Można więc liczyć na jakiś wąteczek?
    Pozdrawiam
    Wanda

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety pomysłu nie mam jeszcze, ale będę intensywnie myśleć, chyba, że wcześniej na coś wpadniesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jechał wciąż popędzając konia, aby dogonić tajemniczą dziewczynę. Przy tym cały czas rozglądał się po drodze, pilnował śladów, które widniały na mokrym gruncie. Sprawdzał, czy aby na pewno tędy podążała. Na szczęście wczoraj padał deszcz. Słońce już prawie zaszło, widać było tylko czerwoną łunę. Musiał zwolnić, ponieważ droga stawała się coraz mniej widoczna. Za jakiś czas spostrzegł, że ślady się urywają. Zszedł z konia i przykucnął, spoglądając dookoła. Zastanawiał się, co się mogło stać. Może nie chciała podróżować nocą i zeszła, gdzieś na odpoczynek, albo przypuszcza, że jest ścigana, więc się schowała - myślał. Po chwili zauważył, jak ostatnie ślady zbliżają się do lewego pobocza i domyślił się, że pewnie wjechała do lasu. Nie był z tego powodu zadowolony, bowiem w Xaresyi las nocą nie był ani trochę bezpieczny, ale nie miał wyjścia. Z powrotem wsiadł na konia i wjechał do lasu. Otoczyły go mroczne cienie, których źródłem były powyginane w rożne strony drzewa. Panowała tu totalna cisza, a on uważał, że to źle wróży. Jechał na wprost od traktu, omijając sterczące nisko gałęzie. Miał nadzieję, że nie zabłądzi. Nagle ciszę przerwało głośne pohukiwanie sowy. Spojrzał w jej stronę i w oczy rzuciło mu się coś dziwnego. W świetle srebrzystego księżyca ujrzał pasmo ciemnego dymu. Ktoś musiał rozpalić ogień. Nie miał pewności, czy to była owa dziewczyna, ale postanowił to sprawdzić. Skierował konia w stronę unoszącego się dymu. Gdy był już niedaleko dostrzegł w oddali pomiędzy drzewami płonący ogień. Zszedł na ziemię. Starał się przy tym nie hałasować, uważał żeby nie nadepnąć na żadną gałązkę. Jeśli to była rzeczywiście wiedźma mały błąd mógł by go kosztować życie. Po cichu zakradł się bliżej, schował za drzewo i wyjrzał z za niego. Ujrzał niewielką polankę pośrodku, której płonęło małe ognisko, a obok niego była kobieta i jej koń. To najpewniej ona, pomyślał. Przez dłuższą chwilę zastawiał się, co ma zrobić. Gdyby miał pewność, że to czarownica, nie wahał by się ani chwili i od razu zaatakował. W końcu zdecydował się, że ją zaskoczy i uniemożliwi jej przypuszczalny atak. Nagle jednak po drugiej stronie wśród drzew, dostrzegł duże świecące oczy, przyglądające się dziewczynie. Nie wyglądały przyjaźnie, ale gdyby był to jakiś drapieżnik pewnie by już zaatakował. Cassian miał tylko nadzieję, że to nie jest jeden ze strachów. Pomyślał, że gdyby jednak to coś ją zaatakowało i ona była wiedźmą, to ona, albo go od razu zabije, albo milusio ugłaska postanowił, więc zaczekać na rozwój wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Co do wątku: a może spotkanie na statku w czasie sztormu? mogłoby wypaść ekscytująco - nie wiem czemu jakoś lubię statki ;)]

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy wielki stwór przygniótł dziewczynę, Cassian miał już ruszać na pomoc, gdy niespodziewanie zwierzę ją polizało. Czary? - pomyślał sobie, nie wychodząc z za drzewa. - Może ona jednak jest wiedźmą? Ale wtedy by nie uciekała, a od razu zaatakowała...
    Nie wiedział, co ma o tym wszystkim sądzić. Sytuacja była bardzo nietypowa. Postanowił w końcu się ujawnić i powoli wyszedł z ukrycia. Nagle jednak zwierzę przyskoczyło do niego i zaczęło warczeć, szczerząc białe kły. Spojrzał na dziewczynę, ale z jej oczu nic nie udało mu się wywnioskować. Postanowił najpierw rozprawić się z wilkorem, który przymierzał się ataku. Już miał rzucać na niego jakiś czar, gdy usłyszał czyjś głos.
    - Pimmmpuś, pimmmpuś, gdzieś ty polazł?! - I nagle z pomiędzy krzaków wyłonił się mały, przygarbiony staruszek, który machał długą laską po omacku. - Aha, tu cię mam! Nie warcz na tą wiewiórkę tylko chodź do mnie i wracajmy do domu.
    Cassian zamarł. Wszystkiego by się spodziewał, ale nie tego, że w niebezpiecznym lesie, w nocy, napotka starca, którego pupilem jest wilkor o tak przesłodkim i kontrastującym z jego naturą imieniu. W dodatku nazwał chłopaka wiewiórką! Stwór po chwili usłuchał staruszka i oddalił się.
    - Ymm proszę pana - odezwał się trochę zmieszany, jednocześnie nie spuszczając oka z dziewczyny, żeby wśród nowo powstałego zamieszania mu nie uciekła. - Co pan tu robi, o tak późnej porze?
    - Późnej?! Jakiej późnej toż to samo południe mamy. - rzekł, rozglądając się dookoła, jakby wcale go nie widział. - Aha, gdzie ta wiewiórka! Myślałem, że na obiad ją sobie usmażę - dodał zbliżając się w jego stronę. Potem niespodziewanie obrócił się i tak szybko zamachnął laską, że Cassian nie zdążył zrobić uniku i dostał w brzuch z całkiem sporym impetem, jak na takiego niepozornego człowieka.
    - No dobrze, nikogo godnego uwagi tu nie widzę, więc możemy ruszać w drogę. Chodź kocie! - ruszył przed siebie i za chwilę runął na ziemię, przewracając się o leżącą dziewczynę. - Aha, co ja tu widzę. Jakieś dziewczę wśród trawy. Ciekawe, co ona tu robi? Aha, już wiem!
    Cassianowi ciężko było opanować śmiech, do tego stopnia, że nawet zapomniał na chwilę o zleceniu i wiedźmie.

    [Mam nadzieję, że niedorzeczność tego wątku cię nie zniechęci do wspólnego pisania, a i jakby ci przeszkadzało, że za dużo wykonuje za twoją postać, czy coś to mów ;)]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Taki jest plan :D Karta Selene jest taka... urzekająca, wiem, że opisuje właściwie śmierć, ale no tak ładne napisana. I daje plusa za mały plot-twist, bo jak się czyta to na początku wydaje się, że to z tą ukochaną coś się stało, a tu nie, to chłopak był w niebezpieczeństwie.
    Co do wątku, to ja bardzo chętnie, tylko się tak zastanawiam jak tam z mobilnością Selene? Znaczy czy ma ludzką fizyczną formę więc no i te fizyczne ludzkie ograniczenia czy może się na przykład pojawiać i znikać jak jej się podoba? Bo mamy tą kwestię dwóch różnych krain, oczywiście zawsze mogę Tallisa przetransportować, jak będzie szukał rozwiązania na swoją przypadłość, ale wtedy by musiało to być osadzone w niedalekiej przyszłości, a właściwie wolałabym tego nie robić. No ale coś się wymyśli.]

    Tallis

    OdpowiedzUsuń
  11. [Wybacz, że tyle czasu nie odpisywałem, ale w końcu mi się udało :D Myślałem, że w miedzy czasie coś do eventu napiszesz, ale jak się nie nudziłaś to dobrze :D]

    Cassian, widząc, że dziewczyna podążyła za staruszkiem zrobił to samo. Postanowił narazie nie podejmować żadnych pochopnych decyzji, a jedynie przyglądać się uważanie. Dorównał kroku nieznajomej i spojrzał na nią. Nie wydała mu się chętna do rozmowy, więc szedł dalej w milczeniu. Powiedział tylko, że nazywa się Cassian. Po godzinie drogi starzec nagle zatrzymał się.
    - Drogie koleżanki, o to moja willa! - rzekł, wskazując kijem na drewnianą, rozlatującą się chatę. - Zapraszam do środka, nie musicie zdejmować pantofelków.
    Cassian chciał wejść ostatni, ale mężczyzna mu nie pozwolił.
    - Proszę, proszę panienka przodem! - powiedział do niego, popychając w stronę drzwi z całkiem sporą siłą, jak na tak chude ręce. Gdy znalazł się wewnątrz rozejrzał się bacznie. W centrum jedynego pokoju stał niewielki drewniany stół, a na nim resztki jakiegoś jedzenia. Przy nim znajdowały się dwa krzesła i obdrapany fotel, wokół zaś wszystkie ściany były obstawione regałami książek, co zaciekawiło Cassiana. Po co ledwo widzącemu mężczyźnie tyle wszelakich ksiąg? Jedna z nich leżała na podłodze. Schylił się, podniósł ją i przetarł okładkę, która okazała się być elegancko zdobiona. Otworzył w środku i zaczął czytać pierwszą stronę. "Gdy stos suchych gałęzi był już odpowiednio wielki, przyprowadzono skutą królową Jagę odzianą w zwiewną, białą płachtę i zaczęto przywiązywać ją do pala. Tłum zgromadzonych ludzi wykrzykiwał na zmianę to wiwaty, to obelgi. Na twarzy wiedźmy okolonej długimi, kruczo czarnymi włosami nie dało się wyczuć żadnych emocji. Patrzyła przed siebie pustymi oczami, jakby nie zdawała sobie sprawy, że zaraz zginie. Nagle do stosu podszedł mężczyzna odziany w czarne szaty, trzymając pochodnię w ręku. Był to wielki łowca, uznany przez miejscowy lud za wybawiciela, który uwięził Jagę. Mówiło się, że władał nieznaną potężną mocą. Bez słowa spojrzał ostatni raz na twarz przeklętej kobiety i przy samym dole podpalił stos. Później przyglądał się uważnie jej śmierci, jak zaczęła płonąć w czystym ogniu. Nie wydała jednak z siebie żadnego, najmniejszego odgłosu. Gdy wielki płomień zasłonił jej twarz niezauważenie zaczęła szeptać ostatnie zaklęcie wśród bólu i pogardy. A tym zaklęciem jak się spostrzeżono wiele lat później była klątwa na owego łowcę...". Nagle czytanie przerwał mu wilk starca, który zaczął szarpać go za nogawkę. Zajęty ciekawą lekturą nie zauważył, jak ze staruszkiem zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Siedziawszy na fotelu, mamrotał coś pod nosem raz głośniej raz ciszej, a jego oczy stały się całe białe. Nie miał pojęcia, o co chodzi i co robić. Wsłuchał się w jego słowa.
    - Nadchodzi, nadchodzi... Strach i ból. Koniec... będzie początkiem... Śmierć... wybawieniem... odrodzenie i zagłada... pomóż mi, pomóż.... - zaczął prosić o pomoc, ale on zrozumiał, że te słowa nie były wypowiadane ani do niego, ani przez starca, a tak jakby ktoś inny wszedł do jego umysłu. Nagle starzec krzyknął przeraźliwie i zasnął. Cassian spojrzał zaniepokojony na Selene.

    OdpowiedzUsuń