Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xaresya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xaresya. Pokaż wszystkie posty

6 cze 2019

Run Free

Irma
właśc. Aederynn Irmina Gwalladrion, Opiekunka, Krocząca Wśród Duchów
23 lata | Drzewna Elfka z Lisiego Gaju w Xaresyi | Druidka | Tkaczka Magii





Od autorki
No cześć.
Ta karta jest... no, po prostu jest. Jakoś tak wyszło, że bardziej, niż o Irmie, jest o jej plemieniu, miało być na odwrót, ale jakoś nie potrafiłam ożywić tej postaci, nie nakreśliwszy wpierw jej tła, a jak już się wkręciłam w world-building, to wyczerpałam na niego całe pokłady mojej kreatywności na dzisiaj (bo wiecie, w pisaniu najfajniejsze jest robienie researchu zanim się nie zacznie pisać, true story), a i tak jeszcze nie skończyłam. W przyszłości na pewno rozbuduję opis plemienia o kilka dodatkowych informacji, których nie miałam już siły dodać, no i oczywiście sklecę jakiś ładniejszy, pełniejszy obraz samej Irmy, bo to, co tu jest, póki co nie całkiem oddaje to, co miałam w głowie, kiedy ją tworzyłam. Mam nadzieję, że na razie wystarczy i że nie przesadziłam w żadną stronę.
No. To zapraszam.
Obraz stąd.

21 lip 2018

You are a piece of me, you know. Beautiful destroyer.


Ezma

23 lata | Xaresya | Człowiek | "Kociooka" | Prosta dziewczyna z wioski | Szlachetna rozbójniczka |  Cudzokrwista | Prawie-Burzycielka


Prosta dziewczyna z Dolnej Polany, niewielkiej wioski w pobliżu Karagaros, która znalazła się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Miała siedem lat, kiedy jako jedyna z rodziny Lorenuk zdołała przeżyć pogrom rodzinnej wsi, przeprowadzony przez oprawców z Karagaros. Od czasu tamtego wydarzenia stale towarzyszy jej strach, żal i jeszcze silniejsze pragnienie zemsty. Jednocześnie z czasem uczyniło ją to osobą odpowiedzialną, troskliwą i przejętą losem bliskich.
Ezma jest lojalna w przyjaźni, szczera i uczciwa. Uprzejma wobec innych, czasem może wydawać się wręcz nieśmiała i niepewna siebie. Sama o sobie miewa dość niskie mniemanie, jest wobec siebie krytyczna i wymagająca. W przypadku niepowodzeń jest skłonna przypisywać winę przede wszystkim sobie, potrafi długo katować się oskarżeniami i męczyć poczuciem winy.
Jest osobą spostrzegawczą i uważną, potrafiącą wyciągać wnioski z obserwacji. Szybko uczy się nowych rzeczy, zapamiętywanie przychodzi jej z łatwością.
W innych okolicznościach być może spędziłaby życie pracując na rodzinnej farmie albo ucząc się zielarstwa, co od dzieciństwa wzbudzało jej zainteresowanie. Los jednak pchnął ją w objęcia zbójeckiej bandy, dowodzonej przez Grigana Rattlina. Piętnastoletnia wówczas Ezma przystała do nich ze względu na częściową zbieżność celów – niepisany kodeks grupy zakazywał im krzywdzenia niewinnych prostych ludzi, mieli oni walczyć z innymi zbójeckimi bandami oraz nadmiernie surowymi poborcami z Karagaros, tym samym chroniąc mieszkańców okolicznych wiosek. Tam dziewczyna przeszła podstawowe szkolenie w partyzanckiej walce oraz zaprzyjaźniła się z Diną, córką Grigana, która z czasem zaczęła być znana jako Lisica, kandydatka na przyszłego herszta bandy. Obecnie dziewczyny są dla siebie jak siostry.
Jako dziewczyna z wioski Ezma jest świadoma swojej pozycji w świecie i pogodzona z tym. Wychodzi z założenia, że najważniejsze jest starać się na miarę swoich możliwości. Potrafi cieszyć się z małych codziennych rzeczy, odnajdować ulotną radość chwili i czuć wdzięczność. Jak większość mieszkańców wiosek Xaresyi wychowana została w bliskości i szacunku do natury.

Chcąc za wszelką cenę chronić mieszkańców wsi wokół Karagaros i nie dopuścić do kolejnych rzezi jak ta, która pozbawiła ją rodziny, Ezma zdecydowała się na ostateczne poświęcenie. Nawiązała kontakt z Zingmarem, czarnym magiem, z lubością bawiącym się plugawymi i niebezpiecznymi praktykami. Zgodziła się, aby Zingmar wykorzystał ją do jednego z eksperymentów – wzorem Zakonu Cierni z Karagaros mag zamierzał sam stworzyć potężnego, niemal niezniszczalnego Burzyciela. Po serii barbarzyńskich i krwawych przygotowań, przeprowadził okrutny zabieg, podczas którego Ezma przyjęła kilkanaście odłamków sidrium. Kryształy rozdarły i okaleczyły ciało i duszę Ezmy, ale dziewczyna otrzymała zdolności Burzyciela.
Z powodu drobnych różnic w procedurach Ezma sama nie uznaje się za pełnoprawnego Burzyciela – co ma dla niej znaczenie głównie ze względu na usprawiedliwienie przed samą sobą tej decyzji.

Moce uzyskane w wyniku eksperymentu:
- nadludzka siła, szybkość i wytrzymałość
- natychmiastowe leczenie obrażeń
- odporność na choroby
- mniejsza wrażliwość na trucizny (i alkohol)
- zwiększona zwinność i refleks
- wyostrzone zmysły, dobre widzenie w ciemności
- moc magiczna (Ezma nie urodziła się z darem magii, cząstkę mocy przejęła od samego Zingmara w sposób nie całkiem zgodny z procedurą)

Jak w przypadku wszystkich nosicieli odłamków sidrium, rozdarta dusza czyni Ezmę znacznie bardziej podatną na wpływ i ataki demonów oraz opętanie. Niepotwierdzone pogłoski twierdzą również, że w ten sposób można otworzyć się także na wpływ Archeosa.



[No i jest nowa karta. Za jakiś czas pojawią się pewnie opowiadania, bo mam naprawdę dużo pomysłów. W nich też zamierzam parę kwestii bliżej wyjaśnić.]

4 kwi 2018

"Bunt jest językiem niewysłuchanych"



Tadea Rustico
Lisia Pasterka/ 25 lat/ mieszka w Velaru

Jestem inna
Od urodzenia uznano mnie za zdrajcę, bo kimże jest córka cudzoziemki o niewiadomym rodowodzie i zdrajcy. Z charakteru także nigdy nie przypominałam otaczających mnie ludzi. Wiecznie zbuntowana, niezależna, miłośniczka poezji, przy której inni zasypiali. Trenowana przez matkę na wojowniczkę, a przez ojca na naukowca, zaskoczyłam wszystkich, nawet samą siebie i nagle poznałam magię. Z natury jestem śmiała i odważna, ale potrafię się podporządkować zwierzchnikom. Nie lubię gdy ktoś mi narzuca swoją wolę, marzę o przygodach i jestem gotowa poświęcić życie dla tego w co wierzę. Jestem Patriotką, ale w dość specyficzny sposób. Zdarza mi się popadać w zadumę i mam słabość do patetycznych gestów. Mam świetną pamięć więc lepiej mi nie podpaść. Lubię być w ruchu, w centrum uwagi, nawet jeśli przy okazji służę za tarcze strzelniczą i zdaje się, iż wykazuję odrobinę poczucia humoru. 
   
one to wiedzą
Mam 25 lat. Nigdy nie dane mi było ujrzeć mojej ojczyzny, choć często śnię o niej. W ogóle śnię bardzo wiele. Kiedyś w czasie jednej z takich pełnych marzeń nocy odwiedziła mnie moja ruda przyjaciółka. Stałyśmy na krawędzi lasu, a może urwiska, a jej głos odbijał się jakby echem od prastarych pni. "Jeden krok, postąp jeden krok ku przeznaczeniu" i ruszyłam. A złoty wąż owinął się dookoła mojej kostki. I tak idę przez życie z tym pojedynczym ogniwem kajdan, niewielką bransoletą z dzwoneczkami, a za mną lisy znak mego przeznaczenia. Od kiedy zostałam wybrana porzuciłam osadę i zostałam łowcą potworów. Bardzo pomaga mi w tym moja moc. Potrafię już:
- Zmieniać się w różne zwierzęta (niestety tylko wtedy gdy uda mi się wypatrzeć im w oczy)
- Przywoływać lisy jako swoich obrońców
- Pobudzać przedmioty do lewitacji
- Chwytać w w magiczna klatkę i rzucać kulami mocy, a także tworzyć ochronne bariery
Podobno w przyszłości będę też mogła:
- tworzyć przedmioty z myśli
- kontrolować rośliny
Jednak jeśli mam taką możliwość, korzystam z bardziej tradycyjnych metod tj. łuku i strzał. Jestem zdrajczynią walczę przeciw cesarzowej. 

Zapraszam do wspólnych wątków, a po więcej informacji o rodzicach Tade'i zapraszam do "czytaj więcej". kontakt: fantazjalonka@gmail.com. Rozwiązania graficzne zaczerpnięte ze strony: https://hogwarckie-kodowanie.blogspot.com/, którą serdecznie polecam.  

9 lut 2018

∞ I'm not a death. I'm her harbinger. ∞



SELENE LUNE

23 LATA | XARESYA | GATUNEK NIEZNANY

Jasny księżyc przetaczał się przez krąg ciemnych chmur, które już zdołały zasnuć całe nocne niebo, nie pozostawiając przy tym żadnej gwiazdy. Piękny księżyc, choć budził zachwyt, pozostawiał teraz nikłe uczucie niepokoju. Rozpoczynał właśnie swoją wędrówkę po niebie, sunąc się po nim niczym delikatna, nieskazitelna łuna. Choć był piękny, to z każdą minutą ciszy panującej na równinie to nikłe uczucie niepokoju, stawało się coraz silniejsze. Wiatr umilkł już dawno, tuż po zachodzie słońca. Nic nie szeleściło w trawie, nic nie szeptało. Nawet mieszkający nieopodal chochlik bał się wyjrzeć przez okno swojego cieplutkiego, miłego domu.
Kiedy tylko piękny księżyc znalazł się na samym czubku ciemnego nieba, nadeszła północ. Wtedy, przez kilka sekund zapanowało nagłe poruszenie. Wiatr zawył wściekle, poruszając się między wysokimi trawami, kołysząc gałęziami drzew pobliskiego lasu, rozwiewając włosy młodzieńca. Ten wpatrywał się we wszystko z zachwytem, podziwiając piękno oraz niezwykłość natury. Sowa wydała z siebie kilka głośnych dźwięków, a potem odleciała, nie chcąc patrzeć na to, co się zaraz stanie. Cichy trzepot skrzydeł umilkł raptownie, żeby znowu mogła zapanować niepokojąca cisza.
Młodzieniec spojrzał w zasnute chmurami niebo, chcąc dojrzeć choć jedną z gwiazd. Jednak niebo tej nocy nie dało mu tej przyjemności. Chmury odsłaniały tylko jasno świecący księżyc, tak jakby się przed nim rozstępując. Wiatr zawył jeszcze raz, po raz ostatni tej nocy. Przyniósł ze sobą zimny podmuch, który został już z młodym chłopakiem. Ten westchnął, obejmując się ramionami. Chciał się ogrzać, jednak bezskutecznie.
Minęło kilka minut, a on jeszcze siedział z głową zadartą do góry. Wciąż nie tracił nadziei, że jego ukochana przyjdzie. Tak samo wciąż przywoływał w pamięci słowa kobiety spotkanej dziś na targu, ledwo starszej od niego. Choć była piękna, to on jej się bał. Oczy miała zamglone, skórę bladą. Jednak największy strach budziły w nim jej czarne włosy, które zakrywały prawie cały czas jej twarz, jakby chcąc coś przed nim ukryć. Chwyciła go wtedy za ramię i wyszeptała kilka słów, które chyba już na zawsze pozostaną w jego umyśle. Nigdy nie zniknął. Może je zagłuszy, ale one i tak tym prędzej do niego wrócą. Nie wiedział, kim była i nie chciał wiedzieć. Nikomu o tym dziwnym spotkaniu nie powiedział, nawet swojej ukochanej Evie.
Poczuł, jak krople wody powoli lądują na jego twarzy, żeby potem po niej spłynąć. Odetchnął cicho, podnosząc się z zimnej ziemi, która zaraz miała stać się mokrym błotem. Rozejrzał się w poszukiwaniu ukochanej, starając się choć trochę rozgrzać. Nigdzie jej nie było. Nie widział jasnych puklów włosów, pięknej, niebieskiej sukni. Nie słyszał jej cudownego śmiechu. Zamiast tego w jego uszach zagościł bardziej nieprzyjemny dźwięk. Coś trzasnęło, zagrzmiało. Ponownie podniósł wzrok, a z jego ust wydobył się cichy szept. Burza. Jak powiedziała upiorna kobieta dzisiaj na targu.


Selene Lune siedziała w ciemnym pomieszczeniu, na łóżku. Wpatrywała się w tańczący płomień świecy, jedynego oświetlenia małego pokoju w gospodzie. Paznokcie wbijała w skórę swojej dłoni, chcąc odwrócić swoją uwagę bólem. Zamknęła oczy, słysząc, jak uciążliwy dźwięk wciąż szumiący w jej uszach narasta. Grzmoty, szum drzew, wiatr wyjący po polu. Mimo iż była daleko od miasta, gdzie przejść miała dzisiaj niszczycielska burza, to ona i tak słyszała coraz głośniej jej odgłosy, jakby znalazła się w jej centrum. Szept. W końcu pośród głośnych odgłosów burzy usłyszała cichy szept. Miała rację. Wariatka miała rację. Uśmiechnęła się delikatnie, jednak nie był to wesoły uśmiech, tylko smutny, jakby czegoś żałowała. Pośród grzmotów jeden wyróżnił się, ponieważ nagle huknął w jej uszach. Wzdrygnęła się, prawie krzycząc. Krzyk młodego chłopaka. Był całkowicie niewyraźny, ale przepełniony bólem i przerażeniem.
Cisza. Została już tylko cisza.
Płomień świecy zatańczył już ostatni raz, a potem zgasł, pozostawiając po sobie tylko nikłą nitkę dymu. Selene rozluźniła dłoń. Pogładziła ją, czując, że przebiła się aż do krwi.
Umarł — szepnęła do siebie, opadając na niewygodne łóżko. — Oni nigdy nie słuchają moich ostrzeżeń. Po co ja się staram?



RELACJE         DZIENNIK         HISTORIA



Witam wszystkich. Oczywiście zapraszam do wątków. 
fc: Kaya Scodelario

kontakt z autorką:
Gmail: karolina.zochowska24@gmail.com
GG: 63855484
Twitter: @tovuriel

20 sty 2017

One sure mark of a fool is to dismiss anything that falls outside his experience as being impossible.




Verarynea Valovion | 73 lata | Xaresya | mag
Vera | Badacz | nekromanta | wrzód na tyłku
Pochodzi ze średniej szlachty. Jej rodzina, a raczej ród jak jej rodzice zwykli ją poprawiać, od zawsze parała się magią na wiele sposobów. Zawsze marzyli o tym by jeden z nim został wybrany przez Zimową Gwiazdę. Na małej Verarynei ciążyły wielkie nadzieje. Ale jak to z nadziejami bywa, nie zawsze się dostaje to czego chce, a z czwórki rodzeństwa najbardziej utalentowane (chociaż najniższe) dziecko musi wszystkich zawieść.
To nie tak, że nekromancja była zakazana. Po prostu niezręcznie było o niej wspominać przy obiedzie. W jej rodzinie nic się nie robiło otwarcie, zawsze się owijało w bawełnę, plącząc wszystko niepotrzebnie. Chcieli się jej pozbyć, ale zajmowało im to już tyle czasu, że sama postanowiła opuścić rodzinny dom wyruszając na poszukiwania swego miejsca w świecie. Zainteresowała się historią. Zaczęła pracować z przeróżnymi uczonymi, pogłębiając swoją wiedzę. Dołączyła do Badaczy gdzieś w między czasie. 
Nie mieszka na cmentarzu, nie jest otoczona żywymi trupami. Lubi miękkie łóżka i długie kąpiele, a to zaklęcie do reanimacji zwłok nie jest takie proste jak się wydaje. Nekromancja powinna się najpierw kojarzyć z wróżeniem, a dopiero potem ze wszystkim innym. Polega ona głównie na przyzywaniu duchów w celu wypytania ich o przyszłość, teraźniejszość i przeszłość. Im silniejszy duch, tym więcej ma informacji, ale też ciężej jest go utrzymać w ryzach, by nagle nie umknął i nie zaczął masakrować każdego kogo spotka na swej drodze. Ale profanacja zwłok też się jej zdarza, i może raz czy dwa opętała czyjś umysł, by doprowadzić go do szaleństwa (ale to za dużo roboty), chociaż im to się należało (chociaż nie pamięta za co, może użyli jej pełnego imienia?). Niektórzy by nazwali owe duchy demonami, ale dla Very to kwestia gustu.
Zna trzy języki martwe, ciągle uczy się nowych. Nie pamięta ile to już razy wpadła do jakiejś dziury, która okazywała się być potem jedynie częścią jakiś tajemniczych ruin. Jest to głównie spowodowane tym, że jak słyszy pogłoski o tym, że coś gdzieś można znaleźć, to leci tam na złamanie karku. Najlepiej pracuje jej się samej, rzadko kiedy współpracuje z innymi badaczami. Niewielu zresztą ma do niej cierpliwość. Chyba na przekór swojej rodzinie, ona sama stara się mówić wszystko prosto z mostu. Takt to dla niej rzecz drugorzędna, najważniejszym jest by przekazać informacje w szybki sposób. Rzadko kiedy myśli nad tym co mówi i nie wszyscy za tym przepadają.
Zawsze jest w ruchu, zawsze gdzieś zmierza. Nie stoi w miejscu, bo nie ma gdzie stać. Jej miejsce w świecie zmienia się z każdym nowym odkryciem, a zawsze też szuka kolejnego.
A także smoki. Smoków nigdy za wiele.

Magic can’t be made safe and it can’t be destroyed. Fear makes men more dangerous than magic ever could.



OPOWIADANIA:
1. Skąd.



Odpisy nie po kolei, w weekendy jak wena przyjdzie. Będę odpowiedzialnym studentem. NEVERMIND.
[whoop, whoop!
nekromancya wg Kieckhefera, Dragon Age'a i starożytnych Greków (that's how I roll).
mam więcej lore, ale nie chce mi się opisywać, więc tego no. whoops?
lubimy na śmiesznie i głupie żarciki. also: dragons.
istoleasweetroll@gmail.com, daję świetne życiowe rady.]

credits:
art: shamiana
tytuł:TESV (Farengar Secret-Fire, mah dragon nerd <3)
cytaty: Dragon Age II (Flemeth i Merrill, HEHE)

16 sty 2017

Epius



Epius
269 lat
Xaresya
Sarani

Warto na początku zaznaczyć, że Epius pomimo współpracy z Saranami jest neutralny. Oczywiście niewiele osób o tym wie. Nie czuje zahamowań przed niesieniem śmierci na różne straszne sposoby. Ba, lubi się nawet znęcać nad swymi ofiarami jeśli te mu wystarczająco podpadną. Czasem jednak z mniej lub bardziej jasnych przyczyn. Epius ma różnych panów, którzy gwarantują mu różne nagrody.

Epius nie pomaga byle przybłędom, jest bardzo duża szansa, że bez znajomości z odpowiednimi ludźmi bądź znajomością z nim samym po prostu nigdy o nim nie usłyszysz. A wygląda on niepozornie i zazwyczaj stroni od życia w społeczności.

Dlaczego Epius może być cenną osobą? Jeśli potrzebujesz lekarstwa na paskudną chorobę to je otrzymasz, jeśli ktoś przeklnie Twój ród to zdejmie złe zaklęcie, jeśli szukasz magicznego artefaktu to sprzeda go, lecz zważaj! Spróbuj go oszukać, a Twe życie zamieni się w jeszcze większy koszmar bądź po prostu utracisz swą duszę.
A może... po prostu potrzebujesz się zrelaksować? I na to Epius coś wynajdzie...

A więc znasz Epiusa? A może jednak nie znasz, ale jakiś inny tajemniczy nieznajomy wskazał Ci do niego drogę? To już połowa sukcesu. Teraz jeszcze musisz okazać wyrozumiałość dla specyficznego stylu bycia Epiusa. Czasem lubi rozmawiać sam ze sobą, czasem wydaje się być w zupełnie innym świecie, a czasem może w ogóle nie chcieć z Tobą rozmawiać. Jeśli będziesz niemiły dla Epiusa to albo nie wrócisz żywy, albo wrócisz z klątwą na sobie. Jeśli ma dobry dzień to po prostu wyrzuci Cię ze swojego terenu i każe nigdy więcej nie przychodzić. Wtedy musisz przynieść coś niezwykle cennego. Nie, nie złoto i inne skarby. Dla niego jest to tylko waluta pośrednia, której niezwykle szybko pozbywa się na rzecz innych bardziej przydatnych przedmiotów. Przynieś mu składniki alchemiczne o wyjątkowych właściwościach, przynieś mu coś dzięki czemu będzie mógł lepiej uprawiać sztukę magiczną, może magiczny artefakt.
No i... cóż. Jeśli przyprowadzisz młodą i powabną dziewicę, która jest w stanie stać się służką bądź pomocnicą na bezwzględny rozkaz pana to również możesz uznać swe poprzednie czyny za wybaczone.

Jak Epius się nosi? Ano na pewno nie jak typowy mag. Szaty i szpiczaste kapelusze nie są wygodne. Owszem szaty nosi jednakże są one nieco krótsze na dole bo sięgają tylko kolan. Szerokie rękawy i kaptur jednak pozostały. Poza tym płaszcz podróżny, wygodne buty z cholewą oraz pas na najpotrzebniejsze przedmioty. Ma ze sobą także kostur ozdobiony wyżłobionymi symbolami oraz przewiązanym na górnym końcu amuletem. Kostur jest mu niezbędny do uprawiania większości ze znanej mu sztuki magicznej. Poza tym nosi również sztylet, kilka fiolek z miksturami różnego przeznaczenia i torbę na ramię.
W pewnych momentach porzuca swe ubrania, odkrywa wytatuowane podobnymi jak na kosturu symbolami ciało pozostając przeważnie jedynie w ceremonialnej przepasce biodrowej.

Epius nie ma domu rodzinnego dokąd mógłby wrócić. Jest wędrowcem. Podrózuje swoim wozem zaprzężonym w dwa konie. W nim trzyma cały swój dobytek. Niestety nie lubi go opuszczać więc w chwili, gdy trzeba przenieść się na inną wyspę musi poszukiwać odpowiednio dużego statku. Jednakże odpowiedni ludzie zawsze wiedzą gdzie przebywa i są w stanie go odnaleźć w razie potrzeby.

Najlepszymi przyjaciółmi Epiusa są ludzkie wady i odchyły...


Dar

Bezksiężycowa, chłodna i nieprzyjemna noc nie pozwalała ujrzeć nic poza czubkiem swego nosa. Wąską leśną ścieżką wędrowała zakapturzona postać okryta ciemną peleryną podróżną sięgającą połowy łydek. Gdyby nie biała kula unosząca się nieco nad wnętrzem lewej dłoni wytworzona z najczystszej energii magicznej otaczająca silnym światłem samotnego wędrowca to ten zniknąłby po prostu w mroku.
Jego krok był spokojny lecz pewny. Wiedział dokąd idzie mimo, że tak naprawdę nigdy tu nie był. Nie oglądał się za siebie, nie wzdrygał gdyż nie było takiej potrzeby. Las skąpany był w nienaturalnej ciszy. Im dłużej jednak szedł tym szybciej pracowało jego serce, wnętrzności zdawały się kurczyć i boleśnie zwijać w supeł. Nie potrafił tego wytłumaczyć, nie potrafił z tym walczyć, mimo wszystko jednak nie rezygnował.
W końcu gęste zarośla przerzedziły się na tyle, że przed sobą nieznajomy mógł spostrzec małą dolinkę, a w niej posiadłość ziemską. Najpewniej cel bowiem podróżnik nie zawrócił czy nie zboczył z dróżki, a ruszył dalej. Stromym, krętym przejściem dosyć szybko znalazł się w dolinie, a chwilę później przed metalową bramą. Bez zawahania pchnął jedno z jej skrzydeł, a te powoli z przeraźliwym skrzypieniem usunęły mu się z drogi wpuszczając na teren posiadłości. Te również wyglądało na opuszczone, w końcu nie było żadnego stróża, psy nie zaszczekały w ostrzeżeniu, że ktoś niepowołany znajduje się po tej stronie ogrodzenia. Dosyć duże murowane domostwo z drewnianym piętrem, bogato ozdobione rzeźbionymi ręcznie gzymsami, filarami oraz wykończeniami dachu w motywach legendarnych bestii jak choćby głowy smoków stało idealnie na środku, kawałek przed bramą. W oknach z otwartymi okiennicami nie było zapalone żadne światło. gdzieś po bokach majaczyły budynki spichlerza, obory czy stajni, ale na tym wędrowiec się nie skupiał.
Niewzruszony takim powitaniem, a raczej jego brakiem ruszył do kamiennych schodków po których wspiął się przed okute dębowe drzwi. Nie skorzystał z metalowej kołatki lecz otworzył je idetycznie jak chwilę temu bramę. Wszedł na korytarz, kątem oka dojrzał jakieś obrazy, ryciny czy inne ozdoby lecz i one nie leżały w sferze zainteresowań obcego. Już przed wejściem czuł jakby serce miało mu zaraz wyrwać się z piersi, kręciło mu się w głowie, miał mdłości. Mimo to jakby z przyzwyczajenia udał się do drugiego pomieszczenia po lewej zaciskając lewą dłoń w pięść co spowodowało wygaśnięcie kuli światła jaka była mu jedynym towarzyszem.
Był nim pokój dzienny. W kominku palił się ogień wesoło strzelając co chwilę, lecz nie zdziwiło to wędrowca nawet jeśli nie widział wydobywającego się z komina dymu. Dwa rzeźbione fotele stały przed paleniskiem, zwrócone były tyłem do wejścia ustawione pod skosem tak, że siedzący na nich ludzie nie musieli skręcać szyi by zobaczyć towarzysza obok. Pomiędzy nimi stał drewniany, niewielki, okrągły stolik.
- A więc jednak! Podjąłeś słuszną decyzję, przyjacielu! - przywitał wędrowca beztroski męski głos. Wtem na podłokietniku lewego fotela pojawiła się ręka. Otwarta dłoń z charakterystycznym złotym sygnetem z ciemnym kamieniem wskazała siedzisko obok – Usiądź proszę. Rozumiem, że nasza umowa może już zostać zawarta?
Nieznajomy wykonał polecenie i usiadł w snopie światła z ogniska. Spojrzał na swego rozmówcę. Był nim wysoki i chudy mężczyzna ubrany w zdobioną białą koszulę, karmazynową kamzielę oraz drogie ciemne spodnie. Popijał sobie coś ze złotego pucharu wysadzanego drogimi kamieniami. Jego twarz miała poważny wyraz, łypał na swego gościa znad naczynia ciekawskim wzrokiem, a zadbana fryzura oraz gładka szczęka świadczyły, że ceni sobie dobry wygląd.
- Tak. Warunki umowy pozostają takie same – wydyszał wyczerpany przez swój stan.
- Wybornie! Ach, wybornie! - mężczyzna aż odsunął puchar od ust i wskazał małym palcem zwitek pergaminu na stoliku. Wędrowiec spostrzegł, że po spojrzeniu ponownie na mebel pojawił się także zdobiony sztylet. Gdy wziął pergamin do ręki i rozwinął go by przczytać raz jeszcze całą treść dokładnie to gospodarz utkwił w nieznajomym spojrzenie, tym razem zniecierpliwione.
- Wszystko pozostało tak jak spisano na początku – mężczyzna odchrząknął – Ja, Epius pragnę zawrzeć z Tobą umowę – wyrecytował patrząc na swego zaczytanego gościa - Otrzymam od Ciebie żywot wieczny w zdrowiu i władzę nad stworzeniami z Twego świata. W zamian oferuję Tobie na wieczność własną duszę, abyś mógł osłonić siebie i swych pobratymców od światła płynącego od wszystkich, śmiertelnych i nieśmiertelnych, którzy zapragną zakończyć Twe panowanie. Z podzięką przyjmę ciosy skierowane na Ciebie i będę cierpiał za Ciebie do końca – mężczyzna skończył – Czyż nie było tak?
Nieznajomy mimo wszystko zapoznał się z wypisanymi czarnym atramentem słowami. Zaczynał mieć mroczki przed oczami, miał wrażenie, że za chwilę straci przytomność. Ostatkiem sił złapał za ostrze i przeciął nim opuszek prawego palca wskazującego pozwalając by szkarłatna krew wydobyła się na zewnątrz. Położył pergamin na stoliku i dociskając palec do materiału pod tekstem napisał niewyraźnie "Epius". Koślawe, niewyraźne litery zapłonęły żarem jak tylko odsunął palec by na zawsze zapieczętować umowę. Wtedy mężczyzna zaśmiał się przeraźliwie, jego głos zmienił się na niski, zniekształcony, nieludzki.
- Będzie Ci ze mną jak w raju! - roześmiał się na dobre, a nieznajomy zgiął się w pół nie mogąc wytrzymać. W końcu stracił kontakt z rzeczywistością, upadł na ziemię i poczuł jak jego mięśnie sztywnieją nieprzyjemnie, sprawiało mu to ból, jednocześnie sparaliżowało go całkowicie. Chciał krzyczeć, ale nie potrafił, prosił by to się skończyło ale nie ustępowało. Serce waliło szaleńczo w jego klatce piersiowej, myślał że to już koniec.
Otworzył oczy. Ujrzał materiałowy dach swej jurty, słyszał cykanie owadów, śpiew ptaków, szelest liści poruszanych delikatnie przez wiatr. Zerwał się z posłania czując jeszcze resztki tej udręki jaka go dopadła. Na grubo ciosanym drewnianym stole leżał pergamin i sztylet z zaschniętą krwią na fragmencie ostrza. Pozostałości po świecy rozpłynęły się po blacie stołu teraz tworząc twardą skorupę. To cud, że mebel nie zajął się ogniem, musiał więc spać dłużej niż jedną noc bo zawsze pamiętał o świecach. Ale teraz o to nie dbał. Rozwinął gwałtownym ruchem pergamin i ujrzał swoje czerniejące jak po wypaleniu imię. Potem spojrzał na kilka małych pustych flakoników. Wreszcie! Udało się!

*** 
 Cześć wszystkim! Teraz czas na trochę spraw organizacyjnych.
Karta wygląda jak wygląda, ale to się niedługo zmieni. Zależało mi żeby przekazać konkrety.
Opowiadanie jakie zamieściłem jest jednym z kilku przewidywanych przeze mnie. Więcej w nim opisów niżeli faktów o postaci co jest trochę taką sztuką dla sztuki. Uznałem, że to będzie taka moja próbka warsztatu pisarskiego czy coś.
Co do opowiadań to jeśli ktoś będzie chętny do czytania (w co wątpię bo mi by się pewnie nie chciało :D) to musi niestety śledzić moją KP bo nie lubię wrzucać takich rzeczy na główną i chwalić się, że spłodziłem kolejnego dennego babola.
Jestem chętny na powiązania wszelakie.
Typy wątków również mogą być różne i różniste. Z reguły im bardziej szalone i wyjątkowe tym bardziej jestem na tak. Ale i sprawdzona klasyka nieraz mnie zadowoli.
Link do źródła obrazka

Pozostaje mi życzyć wam powodzenia jeśli zechcecie ze mną grać :D

5 sty 2017

Każdy sen, ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem.

Cassian
25 lat | Xaresya | Łowca czarownic

Jego życie to pasmo nieszczęść przeplatające się z krótkimi chwilami radości. Na początku wszystko wskazywało na to, że zostanie rolnikiem tak jak jego przodkowie, gospodarujący od niepamiętnych czasów nieopodal niewielkiego miasta Kayaru. Jednak los chciał inaczej. Zesłał na jego drogę pewną dziewczynę o imieniu Leyla. Spotkali się w miasteczku na targu. Cassian jako uprzejmy, lecz czasem porywczy młodzieniec, zauważył ją plątającą się pomiędzy straganami z koszem pełnym jabłek i zaoferował pomoc. Oczarowany jej urodą, ciemnymi, długimi włosami i blado błękitnymi oczami, a także niespotykaną osobowością stracił dla niej głowę. Spełniał wszystkie jej zachcianki jakby rzuciła na niego urok. Po dwóch miesiącach znajomości oświadczył rodzinie, że wyprowadza się z domu i wyrusza w podróż u boku swojej wybranki.
Po kilku tygodniach mozolnej wędrówki rozpostarł się przed nimi wielki las, a w jego centrum samotny wierzchołek góry. Cassian nie znał tych terenów, pytał się Leyli dlaczego idą akurat w tamtym kierunku, lecz ta dawała mu wymijające odpowiedzi. Nie przeszkadzało mu to, był młody i głupi, pragną szaleństwa. Las do którego weszli był mroczny i ponury, czuło się tu dziwną aurę i wydawało, że słyszy przerażające, dzikie dźwięki, komponujące się w jedną, dziwną pieśń. Dziewczyna była spokojna i jak zawsze uśmiechnięta na twarzy, więc on też nie przeją się straszną atmosferą lasu. Szli leśną ścieżką przez długi czas, aż doszli do podnóża góry. Stąd Cassian dostrzegł wielki, zbudowany z ciemnego marmuru zamek stojący na szczycie wzniesienia i dopiero teraz przypomniał sobie bajkę opowiadaną mu nie raz przez jego babcię, gdy nie chciał iść spać, o podstępnych wiedźmach mieszkających w zamczysku na Łysej Górze. Nigdy nie wierzył w te historie, lecz teraz gdy ujrzał pałac, przeszły go niepokojące myśli. Zatrzymał się i zaczął wypytywać ukochaną, lecz ta dalej go uspokajała. Zauważył, że zmienił jej się wyraz oczu, stały się teraz jakby bardziej obojętne, chłodne, zahipnotyzowane. W końcu zaczęli się kłócić. Czar prysł. Zdenerwowany miał już odchodzić, gdy nagle jakaś dziwna siła przewróciła go i przygwoździła do ziemi. Zdołał tylko odwrócić głowę. Ujrzał ją, lecz całkiem inną. Stała dumnie, w pięknej, iście królewskiej, czarnej sukni z uniesioną ręką. Zdążył tylko zapytać - Dlaczego? - i stracił przytomność.


Obudził się w ciemnym i chłodnym pomieszczeniu. W celi nie było żadnych mebli, a drzwi zastępowały zardzewiałe kraty. Jedyne, co czuł to upokorzenie i dziwną gorycz, największe uczucie jego życia okazało się kłamstwem. Jak mógł się tak dać wykorzystać. Zaczął krzyczeć, lecz nikt nie odpowiadał. Po kilku samotnie spędzonych godzinach usłyszał zbliżające się kroki. Z mroku wyłoniła się postać jakiejś kobiety, wiedźmy najpewniej, pomyślał. Miał rację, kobieta weszła do jego więzienia i zaczęła recytować dziwaczną formułkę. Był wyczerpany i otępiały, nie był w stanie się postawić. Po wypowiedzeniu ostatniego słowa poczuł krótkotrwały ból. Na jego nadgarstkach pojawiły się czarne obręcze. Gdy czarownica wyszła mimowolnie ruszył za nią, stracił kontrolę nad własnym ciałem, stał się sługusem wiedźm. Z czasem stracił nadzieję, uczucia, został torturowaną, człowieczą maszyną. Spędził tak sześć długich lat, aż pewnego dnia coś się wydarzyło. Przy wykonywaniu codziennych prac przypadkowo został wysłany do czarownicy, którą okazała się Leyla. On wyprany z uczuć nie rozpoznał jej, wszystkie wydawały mu się takie same, lecz ona go pamiętała. Zdziwiła się bo poczuła wstyd i żal, coś czego nie czuła bardzo długo. Zrozumiała, że go kochała naprawdę. Gdy podszedł do niej podać obiad i spojrzał jej w oczy, okruch lodu siedzący w niej od dawna stopniał. 
- Przepraszam - powiedziała i rzuciła czar, który spowodował zniknięcie magicznych kajdan. Cassian poczuł się przez chwilę oszołomiony, potem gdy ją ujrzał złość, a potem sam nie wiedział co czuje.
- Zaraz zlecą się tu wszystkie wiedźmy, Yelena musiała poczuć obecność zwykłych ludzi. Uciekaj tylnym wyjściem, ja muszę tu zostać, zemścić się za wszystko. Trzymaj ten medalion. Będzie przypominał ci o mnie i da ci magiczną moc - rzekła i dała mu do ręki srebrny, niewielki medalik.
- Ale... - zdążył wybełkotać, gdy nagle rozległ się gromki hałas. 
- Wybacz mi. Uciekaj. Nie ma więcej czasu - powiedziała, po czym wyszła z komnaty stanąć twarzą w twarz z wiedźmami. 
- Wybaczam - powiedział po cichu. Chciał zostać, pomóc jej, ale zamknęła magią drzwi. Nie miał innego wyjścia. Musiał uciec, aby móc się później zemścić. Kiedy przechodził korytarzami usłyszał przenikliwy wrzask, co wywołało w nim straszny gniew, który trwa do dziś.
Gdy już udało się mu uciec nie wrócił do domu. Skierował się na północ. Osiadł w małym domku w spokojnej okolicy i postanowił zostać łowcą czarownic. Nauczył się wykorzystywać moc medalionu, który od tamtej pory nosi cały czas. Pozwala posługiwać mu się w miarę prostymi zaklęciami i paroma sztuczkami. Żyje w odosobnieniu, nie ma przyjaciół, nie zaznał więcej miłości, zamknął się w sobie. Przyjmuje tylko zlecenia i przyłącza się do pościgów za wiedźmami, które wyrządziły mu w życiu tyle złego. Pragnie też rzucić się w wir przygody i zapomnieć o wszystkim...


                                                                                                                                        
Witam i zapraszam do wątkowania :) Cytat w tytule A. Sapkowskiego z wiedźmina.