Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dodatkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dodatkowe. Pokaż wszystkie posty

29 sty 2017

Podstawy krwawej alchemii


Podstawowe symbole używane w krwawej alchemii

1. Siła fizyczna
2. Moc magiczna
3. Szybkość
4. Wyostrzone zmysły (dokładne efekty zależne od rodzaju esencji)
5. Długowieczność, wydłużenie czasu życia i młodości (w stopniu zależnym od rodzaju esencji)
6. Szybka regeneracja
7. Odporność na choroby (efekty i ich nasilenie zależne od rodzaju esencji)
8. Odporność na trucizny, substancje odurzające (efekty i ich nasilenie zależne od rodzaju esencji)
9. Symbol dodatkowy, zwiększenie efektywności gromadzenia esencji w krysztale

Znaki te należy wyryć na dłuższej ściance oszlifowanego kryształu i przeciwległej do niej. Dodatkowy znak zwiększający wydajność (lub w przypadku, kiedy występują dwa różne znaki) znajduje się na którejś z pozostałych wolnych ścianek i analogicznie na przeciwległej. Stosowane w krwawej sztuce odłamki sidrium prawie zawsze mają po sześć ścianek dłuższych oraz krótszych, stąd łatwo określić, gdzie należy wydrapać symbole.

Podkreślone cechy to te, które najczęściej są uzyskiwane poprzez krwawą alchemię. Wynika to zarówno ze względnej łatwości pozyskiwania esencji od wielu różnych potencjalnie nadających się stworzeń (i sporych szans uniknięcia zabójstwa niewinnej istoty rozumnej w wielu przypadkach), prostej możliwości skorzystania z jednego rodzaju żywej krwi podczas ładowania konkretnego kryształu i dość dobrze określonych, w miarę przewidywalnych efektów końcowych. W przypadku niektórych innych cech najczęściej stosuje się mieszanki zawierające różne rodzaje żywej krwi (konieczność uzyskania z kilku różnych stworzeń w tym samym czasie) oraz soki i wywary z ziół, czasem jad owadów i/lub węży albo inne wydzieliny. 
Niezależnie od rodzaju esencji uzyskiwanej podczas procesu, dodatek substancji pozyskiwanych z niektórych roślin zwiększa wydajność i minimalizuje i tak nieuniknione straty energii. Najczęściej używa się w tym celu soku z wilczych jagód.

12 sty 2017

relacje - selene lune

HELA
Ktoś, kto chociaż uchodzi za matkę, nie powinien być taki, jak Hela. O tym że owa kobieta nie była dobrą matką dla Selene świadczy fakt, że dziewczyna pamięta z nią tylko dwa spotkania.

16 paź 2015

Dokładny wygląd




Zajazd był Twoim wybawieniem, ostatnią przystanią przed zjazdem na trakt do stolicy. Pomiędzy nim a Twoim celem podróży nie było już nic poza najdzikszą dziczą i może paroma bandytami.
Już na podwórzu wyczuwasz, że coś jest nie tak. Nawet Twój koń stał się nieco nerwowy, lecz Ty zganiasz to na zmęczenie. Dopiero po przekroczeniu progu, uświadamiasz sobie, że przeczucie jednak Cię nie myliło.
Karczma była niemal pusta. Nie licząc właściciela i pięć, zalegających na podłodze trupów, w izbie były jeszcze cztery osoby. Trzy z nich pochylały się nad trupami, wyraźnie zbierając się do wyniesienia pierwszego z nich; zwalistego chłopa o bicepsach jak pnie drzewa. Nie miał głowy.
Właściciel przywitał Cię blady jak kreda. Miał nieobecny wzrok a w dłoniach trzymał mopa, którym to bezwiednie wodził po deskach, próbując wyciągnąć z nich zastygającą juchę. Powietrze nadal pachniało strachem i śmiercią, tedy wnioskujesz, że masakra musiała wydarzyć się całkiem niedawno.
- Co tutaj się wydarzyło? - Pytasz, dosiadając się do jedynego klienta zajmującego stolik w kącie. Był nim starzec weteran, podgryzający udko kurczaka i popijający ciepłym, sikowatym piwem.
- Wiedźmin. - Odpowiedział krótko, zupełnie nieprzejęty panującą atmosferą. Termin ten nie jest Ci znany, tedy unosisz pytająco brew, lecz stary nie spieszy się z odpowiedzią. Kiedy masz już pytać, dodaje:
- Mutant. Średniego wzrostu, szerokie ramiona i wąska talia. Kocie ruchy. Kudły białe jak mleko, a na pysku trzy blizny; jedna przecinająca usta, druga policzek i trzecia, dzieląca drugi policzek na trzy części, aż do nosa. No i oczy. Kocie, błyszczące w ciemnościach, chłodne i bez wyrazu, zupełnie jak u lalki. Jak już jednego zobaczysz, ciężko zapomnieć.
Mrugasz bo nagła ilość informacji nieco Cię przytłoczyła. Próbujesz zwizualizować sobie tego całego wiedźmina, kiedy pozostała trójka obecnych wynosiła drugiego trupa. Był nim mężczyzna, wysoki i niezwykle tykowaty, zapewne o urodzie elfiej, gdyby jego twarz nie była jedynie miazgą mięsa, skrzepów, i kości. Chociaż tego typu widoki nie są dla Ciebie rzadkością, mimowolnie włos na karku nieco Ci się zjeżył.
- I - mówisz, zraszając usta językiem - ten cały wiedźmin to zrobił?
- Ano. - Potwierdził stary, grzebiąc kością w zębach. - Dawno już ich tu nie widziałem. Skoro wrócili, źle się w świecie musi dziać. Dużo tego no... dużo badziewia się pewno zalęgło.
- Łowca potworów?
- Mhm... .
- I tak po prostu zarżnął pięciu chłopa? - Nadal coś nie chce Ci się wierzyć. Chodzisz po tym świecie już ładnych paręnaście lat i nigdy nie doszły Cię słuchy o jakichś tam wiedźminach.
- Ano. - Stary pstryknął w eter wydłubaną z zębów resztką jedzenia. -  Mówiłem, że mutant. Oni tylko wyglądają... albo raczej przypominają ludzi, ale ludźmi nie są. Nic co ludzkie już w nich nie ma.
Milczysz. Obserwujesz jak wynoszą trzeciego trupa, zdaje się brata pierwszego, gdyż dorównywał mu posturą. I nadal nie możesz uwierzyć w to co słyszysz.
- Nie wierzysz mi. - Stwierdził stary, jakby czytając w Twoich myślach. - To ci opowiem. Zaczęło się krótko po tym, jak dostałem swoją strawę....


29 cze 2013

Umiejętności



<<Czytaj dalej


Wkroczył do środka kiedy na zewnątrz już zmierzchało. Podmuch jaki ze sobą przyniósł zgasił najbliższą świecę, wywiał nieco duchoty zimowym przeciągiem. Ci którzy się nań obejrzeli, dostrzegli jedynie czerń sylwetki na tle ciemniejącego nieba, dwie rękojeści mieczy ciekawsko zerkające znad ramienia oraz połyskujące w głębokim półmroku kocie oczy.
Rozmowy nieco przycichły. Tutejsi nie przepadali za nieludziami, zwłaszcza takimi, którym źle z oczu patrzyło, a ten tutaj nie dość, że wybitnie się wyróżniał, to i gębę miał niezbyt sympatyczną.
Nieznajomy o bladych jak mleko kudłach, ruszył przez izbę ciężkim krokiem, dzwoniąc ostrogami. Trudy podróży mocno odznaczały się na jego ubłoconych butach i przewilgłym od śniegu płaszczu. Przed komentarzami znacznej większości bywalców uchroniły go głównie groźnie wyglądające miecze oraz poznaczona bliznami twarz. Lecz na jego nieszczęście, dzisiejszego wieczoru w izbie znajdowały się osoby, które rzadko kiedy trzymały jęzor za zębami, zwłaszcza kiedy coś im nie pasowało.
- Na stos z parszywymi nieludziami! - Zakrzyknął łysy, najbardziej barczasty z całej piątki. Nieznajomy wybitnie go zignorował, przechodząc obok, co w sumie tylko pogorszyło jego sytuację.
Najwyższy z nich,  o zbyt pięknej jak na ludzką twarzy, gwizdnął przenikliwie, aż w izbie zaległa wibrująca w uszach cisza. Nieznajomy nie zareagował, teraz stojąc już przy ladzie i czekając na właściciela, który robił wszystko aby uniknąć z nim kontaktu.
- W dodatku głuchy. - Skomentował ten wysoki i podniósł się wraz z czwórką swoich kamratów. - Chyba trza psa kopnąć w dupsko, żeby zareagował. - Zarechotał i ruszył w stronę białowłosego, wyciągając rękę z zamiarem pochwycenia go za ramię.
Wszystko przebiegło błyskawicznie. Nieznajomy, najwyraźniej bardzo w niehumorze, nie czekał na bardziej wyraźną prowokację. W mgnieniu oka złapał intruza za nadgarstek, założył mu dźwignię i wyłamał rękę w łokciu. Wrzask pełen bólu i zaskoczenia był krótki, bo już w następnej sekundzie nieznajomy chwycił go za włosy, i grzmotnął jego twarzą o blat. Jeden raz. Drugi. Trzeci i czwarty, aż krew siknęła na ścianę naprzeciwko.
Ludzie zerwali się z miejsc, pouciekali jak najdalej od bójki. Obecne wieśniaczki rozpiszczały się na dobre.
- Skurwiel już jest martwy! - Ryknął łysy, szarpiąc się z pałką u pasa. Nieznajomy łypnął na niego cienką jak igła źrenicą, kiedy ten wyprowadzał ciężki cios znad głowy, mogący powalić wyrośniętego dzika. Białowłosy błyskawicznie wykręcił tors, bokiem przepuścił pałkę ze świstem. Ta gruchnęła o ladę, zostawiła w niej głębokie wgłębienie.
Wiedźmin zwinął się jak kobra, zaatakował błyskawicznie uderzając w mostek, lecz dryblas był za mocny na jeden cios. Dopiero po dwukrotnym uderzeniu łokciem w nos, cofnął się, wpadł na stołek i runął w tył, odblokowując drogę dostępu swoim pozostałym towarzyszom, którzy już stali w szyku z broniami w rękach, głównie naćwiekowanymi pałkami.
Białowłosy zmrużył oczy, obnażył zęby w cichym syknięciu, nieziemsko rozdrażniony kobiecymi wrzaskami w tle.
- Zdychaj! - Ryknął kolejny napastnik i rzucił się do ataku, a za nim cała reszta. Przygotowany nieznajomy zanurkował pod ciosem, dając agresorowi przelecieć dalej do przodu. W locie pochwycił zydel o który łysy się wcześniej potknął i używając go jak tarczy, zablokował nadciągającą pałkę czwartego. Ćwieki wbiły się w drewno jak w masło i w niej ugrzęzły, pozwalając białowłosemu wyszarpnąć przeciwnikowi broń z dłoni i sprzedać mu kopa tak aby zatoczył się na drugiego zwalistego kolegę. Wtedy pochwycił pałkę oburącz, zakręcił się w okół swojej osi i grzmotnął zydlem w łeb pierwszego który właśnie zachodził go od tyłu. Drzazgi prysnęły w eter, facet zwalił się jak kłoda, sikając krwią z rozgruchotanej czaszki.
Rozjuszony gruby odtrącił znacznie drobniejszego od siebie kompana i jak taran zaszarżował z rykiem na mutanta. Nie mogąc go zablokować, nieznajomy uskoczył za belkę podpierającą strop chaty i wykorzystując ją jako osłonę, zwiększył dystans.
Zajazd wnet opustoszał, kiedy połowa co odważniejszej klienteli wybiegła, gnając po miejscowe władze.
Potraktowany wcześniej łokciem łysy, parchając i plując krwią, podniósł się na nogi. Zgubiwszy swoją pałkę, w narastającej furii złapał za ławę i podźwignął ją, z rykiem biorąc zamach. Wiedźmin nie miał dokąd uciec; zamknięty w potrzasku pomiędzy trzema przeciwnikami, został zmuszony do użycia Znaku.
Blade światło rozbłysło w izbie przez sekund parę, później głuchy dźwięk roztaczającej się fali energii zatrząsł podłogą. Ława, kręcąc się w okół swojej osi niczym wiatrak wpadła na łysego, rzucając go na ścianę, lecz poza paroma siniakami nie czyniąc mu większej szkody.
Nieznajomy zatem czas wykorzystał chwilę szoku ze strony pozostałej dwójki przeciwników. Wydobywana klinga z pochwy syknęła niczym wąż, błyskając brzytwą w płynnym ataku z półobrotu. Sztych musnął gardło agresora po lewej, z ledwo dosłyszalnym mlaśnięciem rozorał krtań, zawadził o tętnicę. Mężczyzna wybauszył oczy, zaczął dławić się krwią. A wiedźmin zakręcił młynka ostrzem, złapał rękojeść oburącz i wpadając w zamaszysty obrót, ciął grubego nim ten ocknął się z szoku. Brzytwa weszła między kręgi szyjne niczym w masło, z chirurgiczną precyzją odseparowała głowę od korpusu, który stał jeszcze przez chwilę w miejscu, aby ostatecznie zwalić się na podłogę.
- Nie! - Wrzasnął łysy, spychając z siebie ławę. Łzy napełniły jego małe, paciorkowate oczka. Cały poczerwieniał na twarzy, a przez pulsujące na czole żyły wyglądał niczym rozjuszony czart piekielny. - Zabije cię, skurwielu! Zakurwię!
Wiedźmin nie odpowiedział. Stał na ugiętych nogach niczym przyczajony kot, wlepiając w przeciwnika wzrok połyskujących ogniem ślepi o chłodnym, pozbawionym emocji wyrazie. Zupełnie jakby nie był człowiekiem a kukłą na sznurkach, tańczącą pod ręką brutalnego bóstwa, dla którego cała ta rzeźnia była jedynie zabawą.
Łysy zawył jak raniony dzik. Ogarnięty furią, bez broni, zaszarżował, jednym machnięciem ręki przewracając ciężki, dębowy stół stojący mu na drodze do białowłosego. Mutant zachował zimną krew, zaczekał na sposobność aby zanurkować w bok pod atakiem, ciąć po ukosie. Łysy nawet nie zorientował się, że jego brzuch wypluł na podłogę wnętrzności. Dalej wyjąc ze wściekłości, obrócił się i zamachnął, lecz jego pięść natrafiła jedynie na powietrze. Klinga spadła na wyciągniętą kończynę, wlazła między staw łokciowy i odseparowała ją od reszty ciała. Krew prysnęła gęstymi kroplami, zmoczyła szarą twarz wiedźmina kiedy ten zbliżył się do ostatecznego ataku, godząc w pierś przeciwnika.
Obserwujący całe zajście mogli przysiąc, że kiedy z łysego ulatywało życie, mutant się uśmiechał, lecz równie dobrze mógł to być wynik słabego światła w izbie, i ciemnej plamy juchy rozsmarowanej na jego pysku.
Kiedy osiłek zwalił się na podłogę, zapadła martwa cisza. Wiedźmin jednak nie tracił czasu. Obtarł poprędce klingę oraz twarz po czym wypadł na podwórze, dopadając konia. Zniknął nim miejscowi nadciągnęli z posiłkami, pozostawiając po sobie pięć trupów.



Podsumowanie
(bazując na książkach i grach)

Zwiększona szybkość, zwinność, krótszy czas reakcji
(na przykład odbijanie strzał klingą miecza)

Lepszy słuch, powonienie oraz wzrok
(wszędzie gdzie ma dostęp do naturalnego światła nocnego, widzi w ciemnościach jak kot. Nie oślepia go też światło słoneczne)

Brak możliwości zachorowania/zarażenia się czymś
(efektem ubocznym jest bezpłodność)

Zwiększona odporność na toksyny i trucizny
 (wiedźmińskie eliksiry są trucizną dla zwykłych ludzi)


Znaki

Igni
Wytwarza ukierunkowany strumień ognia. Skierowany ku ziemi, rozprzestrzenia się kulistą falą

Aard
Wypycha energię w postaci fali

Yrden
Znak pułapka o kształcie kolistym i zasięgu paru metrów. Złapany albo nie może się w ogóle ruszyć, albo porusza się w zwolnionym tempie. Może też zabezpieczać przed otwarciem

Aksji
 Znak uspokajający. Działa na zwierzęta jak i ludzi

Quen



Wytwarza magiczną barierę ochronną o kulistym kształcie

Heliotrop
Amortyzuje upadek lub blokuje zaklęcia

Somne
Usypia

8 kwi 2000



Parents



Naleya and Taitus

Zmarli chroniąc Sequirian przed groźną rebelią w 2070 roku | Dwóch potężnych magów | Naleya - zdolna była leczyć i sprowadzać na ludzi wewnętrzny spokój, Taitus - zdolny do tworzenia świetlistych orbit energii, które mogły niszczyć, paraliżować, ogłuszać (zależnie od intencji) oraz krótkotrwałego oślepiania, jak i leczenia wzroku | Rasa: Velax | Chcąc wspomóc proces nauki swojego syna podjęli się rytuału naznaczenia niebieskimi tatuażami Wybrańców, jednak próba się nie powiodła, a rodzice wymazali pamięć Tallisa o tym zdarzeniu | Przez młodość uczyli syna teoretycznych tajników magii, chcąc zataić fakt iż w ogóle to robią, jakoże Tallis nie wykazywał naturalnych zdolności |





Ex



Adria
Mithalvail

| Sequirianka z rasy Velax | 74 lata | Artystka | 5 lat temu zakończyła ich związek, kiedy Tallis zaczął głosić swoją teorię na temat Sequiriusa i tego jakoby ich świat zanurzony był pod wodą 3000 tysiące lat temu, w tamtym czasie wydawało się to tak nierealistyczne, że większość społeczeństwa historycznego nazwało go szaleńcem i Adria też uznała, że postradał zmysły od przepracowania. Starała się mu nawet pomóc, a przynajmniej tak jej się wydawało. Teoria została potwierdzona dwa lata później i chociaż Adria przepraszała i starała się wrócić do życia Tallisa, nie udało jej się |




The oddly
dressed man
(mage)



Epilare De Barh

| Mag (domena gwiazd), posiada różdżkę | Ukrywa się ze swoimi zdolnościami przed cesarzową i jej rządami i aktywnie stara się znaleźć rozwiązanie dla pogrążonej w kłamstwie ludności | Człowiek | 62 lata | Niedawno udało mu się zdobyć cenny zwój Kalai dzięki któremu wierzył, że uda mu się nawiązać połączenie z bezpośrednią energią gwiazd, niestety nie potrafił w pełni określić co tak naprawdę się zdarzy. Ów próba doprowadziła do przeniesienia Tallisa do roku 1500. Mimo swoich starań do tej pory nie udało mu się odesłać młodzieńca do jego czasów. Obaj mieszkają, więc w lasach na obrzeżach Asanthey w krainie Velaru |