Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Velaru. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Velaru. Pokaż wszystkie posty

26 maj 2019

iron from ice.

Federacja Arcymagów | VELARU | Domena ciemności
Lyanna
Irytuje się nieustannie, gdy coś idzie nie po jej myśli, a ostatnimi czasy wszystko zaczyna się psuć. Denerwuje się na każdym spotkaniu federacji, nie może wytrzymać, bo się dusi. Czeka na kolejny skandal jak na ścięcie. Zawsze wszystko szło gładko, ale przez nierozwagę jej pobratymców przestało. Lud się zniechęcił, zaczął podchodzić do nich z dystansem. Jest jedną z niewielu, która potrafi przeciwstawić się Achaliusowi Zimfridowi Dagoredowi; wiele razy przekonała się o konsekwencjach tego na własnej skórze. Wystukuje paznokciami rytm typowy dla zirytowanej kobiety, bo wie, że Federacja nie jest już tym czymś, czym była kiedyś. Sama nie jest święta, a wręcz ma sporo za uszami; tylko ona nigdy nie doprowadziła do wybuchu skandalu. Uważa tak, ale wygląda dokładnie, jakby knuła kolejną intrygę. Stara się być silną wśród starszych magów, którzy traktują ją z góry. Chce im udowodnić, że jest warta tego stanowiska, ale i tak zawsze wszystko nie jest wystarczające.
Halu! Zapraszamy do wątków i poszukujemy kogoś do dram. Mail: Xmitchary@gmail.com.

12 maj 2019

Przepowiednia o Dwulicej cz. II - Zabłądzeni w grze luster

Velaru, rok 1467 o.K.

Gdy otworzył oczy księżyc świecił już wysoko na niebie. Dookoła panowały nieprzeniknione ciemności. Gdzieniegdzie latały tylko małe świetliki, które swoim delikatnym blaskiem dodawały otuchy i poprawiały nastrój. W oddali słychać było pohukiwanie sowy. Czuł kujący ból w plecach i ostre pulsowanie głowy. Z niemałym wysiłkiem podniósł się z ziemi, po czym od razu zakręciło mu się w głowie i wpadł na drzewo. Gdy poczuł się odrobinę lepiej rozejrzał się dookoła. Zmartwiony skonstatował, że jego konia nigdzie nie było.
- Dziewczyna -  przypomniał sobie zaraz - Miałem ją jak najszybciej odnaleźć...
Westchnął, po czym ruszył w odpowiednim kierunku, który rozpoznał po mchu na pniach. Rany po upadku nie pozwalały mu się jednak szybko poruszać. Nagle usłyszał w oddali wycie wilków. Przystanął i głęboko odetchnął, a za chwilę wyciągnął z pochwy swoją broń, miecz, który dostał niedawno na osiemnaste urodziny. Potem poszedł dalej prosto przed siebie. Jednak stał się teraz bardziej obojętny, ale i jednocześnie odważniejszy i zawzięty, jakby oręż dodał mu odwagi. Nie dam się zastraszyć, wypełnię swoją misję, powtarzał w myślach. Lecz nie wiedział, co go tu czeka. Odgłosy zwierząt uznawanych w tym regionie za zrodzone z ciemności stawały się coraz głośniejsze, bliższe. Wydawało się, że otaczają go z każdej strony. Dostrzegał dookoła pary świecących oczu, śledzących go nachalnie. Lecz on się nie zląkł i wędrował dalej. Do pewnego momentu, aż coś go nie zatrzymało. Przed nim pojawił się duży, błyszcząco czarny kształt. Usłyszał warczenie...

***

Arianne rzuciła się w szaleńczym tempie. Po jej policzkach płynęły lodowate łzy. Wiatr targał jej kasztanowymi włosami, rozrzucał na wszystkie strony. Wpadła do lasu, o mało nie przewróciwszy się o leżące na ziemi połamane gałęzie. Biegła dalej, nie ustając. Po jakimś czasie zaczęła słyszeć tajemnicze głosy. 
- Stój, nie idź tam. Las jest mroczny i niebezpieczny. Stój. Zawróć. 
Dziewczyna starała się je zignorować, lecz stawały się coraz bardziej nachalne. Poczuła ból w skroniach. Wydawało się jej jakby przelatywały wkoło niej mordercze cienie, ale nie zbliżały się, nie zaczepiały. Dlaczego? Bały się, nie mogły? Przecież  chwilę temu chciały zabić... A może to tylko ułuda, koszmary, które zatarły granicę pomiędzy snem, a realnością? 
- Chodź, przyjdź do mnie. Las jest piękny i cudowny. Chodź. Biegnij. 
Miała już dość. Stanęła i krzyknęła rozpaczliwie na całe gardło. Wtem wszystkie głosy dręczące ją roześmiały się. Przysiadła na ziemi, wyczerpana tym wszystkim.
- Dlaczego? Dlaczego? - powtarzała sobie cicho. - Dlaczego musiało to mnie spotkać? Dlaczego!?
- Bo jesteś wyjątkowa - odpowiedział tajemniczy głos, inny niż tamte. Przed sobą dostrzegła blade światło. - Jest Ci przeznaczona misja, której musisz stawić czoło. Cienie coraz bardziej rosną w siłę. Jeśli nikt ich nie powstrzyma Velaru spowije się w wiecznym mroku. Swoją moc czerpią od Pana Twarzy, mitycznej istoty z innego wymiaru, niemogącej ujrzeć światła Eleseyi, pochłaniającą zawładnięte dusze. Wyczuł, że pojawił się ktoś, kto może go pozbawić mocy raz na zawsze. Dlatego stara się ciebie zabić. Musisz go powstrzymać zanim on zabije nas.  Tylko ty jesteś do tego zdolna. Na razie nie mogę Ci powiedzieć nic więcej. Nie błądź, szukaj. Zostałaś wybrana, dziecko starej mocy... 
- Co mam szukać? Jakiej mocy? - zaczęła rzucać pytaniami, ale światełko znikło. Nic nie rozumiała. Była przecież jeszcze zbyt młoda. - Dlaczego akurat ja? - krzyknęła i znów zaczęła płakać. Potem położyła się na ziemi, wśród mchu i liści i zasnęła wyczerpana koszmarnym dniem.

***

Odwaga uleciała w jednej sekundzie. Lyrian przystanął przerażony. Wiedział, że nie zdoła uciec przed wilkiem. Ścisnął mocniej w dłoni swój miecz i obserwował stworzenie o puszystym, czarnym jak smoła futrze, przenikliwych ślepiach i ostrych, śnieżno białych zębach. Pomyślał, że to musi być jeden z przywódców tutejszego stada. Miał nadzieję, że nie zleci się ich tu więcej. Bestia zaczęła go powoli okrążać, przeszła za pniem wysokiego dębu. Była coraz bliżej. Chłopak nie był pewny swych umiejętności, jeszcze nigdy nie walczył z nikim na serio, jedynie ćwiczył z manekinami zrobionymi z worków napełnionych słomą. Zanim zdołał wykonać najmniejszy ruch, wilk był już przy nim. Spoglądał mu prosto w oczy, paraliżował. Młodzieniec chciał odwrócić od niego wzrok, ale nie mógł, czuł zimny oblegający całe ciało dreszcz. W tym momencie najchętniej by uciekł, a przecież odwagi nigdy mu nie brakowało. Stwór niespodziewanie skoczył mu do gardła, gdy nagle rozpostarła się biała poświata, oślepiająca oczy. Nie wiedział, co to mogło być, ale gdy odzyskał wzrok zauważył, że znalazł się w całkiem innym miejscu. Po wilku nie było śladu. Jeszcze bardziej był zszokowany, gdy zorientował się, że noc minęła, a słońce powoli wschodziło na niebo. Stał osłupiały i myślał. Co się działo ze mną tyle czasu? Jak to możliwe? Zadawał sobie te i inne pytania. Wiedział, że magia istniała, ale nigdy jej nie widział, nie rozumiał jak działa. Czy właśnie tak? Czy przeznaczenie robi swoje i nie daje się sobą zawładnąć? Przeznaczenie...

***

Dziewczyna poczuła nagle chłodny, rześki powiew delikatnego wiatru. Gdy otworzyła oczy spostrzegła, że leży na brzegu niewielkiego jeziora. Czy ono było tu wczoraj? Zastanowiła się, lecz nie pamiętała. Była w zbyt wielkim żalu i smutku by pamiętać. Usiadła na miękkiej ziemi i odetchnęła świeżym powietrzem. Potem nachyliła się nad wodą, aby się napić i przemyć twarz, lecz gdy spojrzała w taflę jeziora zamarła. Powierzchnia wody była idealnie, nienaturalnie gładka, nie marszczyła się. Przypominała lustro. Zamiast swojej twarzy ujrzała w nim oblicze kobiety o złotych, lekko falowanych włosach i niebieskich oczach, ostrym wyrazistym spojrzeniu. Trzęsącą się ręką dotknęła swoich kasztanowych włosów, a postać w wodzie zrobiła to samo. Nie, nie, to nie możliwe. To tylko sen. Mówiła sobie. Nie przemieniłam się przecież, nadal widzę kolor swoich włosów. Czemu w tej wodzie wyglądam inaczej!? Cofnęła się, a potem spojrzała jeszcze raz. I nadal była tam ona, złotowłosa. Zauważyła teraz, że miała podobne rysy twarzy do niej. Przypomniała sobie nagle, że w swoim tobołku miała niewielkie lusterko. Sięgnęła po nie szybko i spojrzała. A potem gwałtownie rzuciła nim o pień pobliskiego drzewa tak, że się rozsypało w mak. Lustro, najzwyklejsze lustro pokazało jej inne oblicze. To nie mógł być przypadek, myślała roztrzęsiona. Co jest ze mną nie tak? Czemu moje odbicia pokazują inną osobę? Pytała sama siebie. Najpierw śmierć rodziców, teraz to. Mam już tego dość. Czuła przerażenie i irytację, ale jednocześnie postanowiła sobie, że się nie podda i dowie się wszystkiego, o co tutaj chodzi. Kto lub co za tym stoi. Podniosła się z ziemi i rozejrzała dookoła. Jezioro otaczały dęby i brzozy. Nagle dostrzegła idącą wśród nich osobę. Miała dość samotności. Potrzebowała rozmowy z kimś innym. Nie baczyła na to, czy ten ktoś może być niebezpieczny. Nawet o tym nie pomyślała. Ruszyła w tamtym kierunku, aby wyjść mu na spotkanie.

***

Chłopak szedł pomiędzy dębami i brzozami zaniepokojony. Nagle dostrzegł dziewczynę idącą w jego kierunku, lecz nie spoglądała na niego, jakby wcale go nie zauważyła. Spostrzegł, że miała na sobie morelową suknię, a włosy idealnie falowane, długie i ciemne. I oczy, piękne niebieskie oczy, w których tańczyły srebrzyste iskierki. Nagle w głowie pojawiło mu się pobudzające i zagadkowe pytanie. Czy to mogła być ona? Postanowił wyjść jej na przeciw, ale gdy byli już blisko siebie dziewczyna skręciła niespodziewanie i przyspieszyła kroku, a jej wyraz twarzy stał się bardziej trwogi. Czemu go nie dostrzegała? 
- Czekaj! Zatrzymaj się! - krzyknęła nagle. Lyrian obejrzał się w tamtym kierunku, w którym zawołała, lecz nikogo innego nie zauważył.
- Hej, tu jestem! - zawołał za nią, a dziewczyna obejrzała się, ale w przeciwną stronę. Zaczął do niej biec zirytowany, lecz wtem jak na znak ona zaczęła uciekać.
- Stój, nie biegnij! - wołała. A on zrozumiał, że są uwięzieni w jakiejś dziwnej przestrzeni. Zabłądzeni w grze luster. 
Dziewczyna przystanęła w końcu, przysiadła. Pewnie też to sobie uświadomiła, wywnioskował. Podszedł i stanął przed nią. Miał wrażenie jakby był niewidzialny. Przyglądał się jej z zaciekawieniem. Spostrzegł, że z jej bladych policzków spływają łzy. Zrobiło mu się żal, żal jej, żal tej beznadziejnej sytuacji. Nie wiedział, jak mają się odnaleźć. Postanowił czekać i ją obserwować. Nagle jednak dziewczyna podniosła głowę, lecz nie w jego stronę i wyciągnęła przed siebie rękę, jakby komuś ją podawała. Zastanawiał się, co się dzieje. Czy zobaczyła tam jeszcze kogoś? Rozejrzał się i zamarł. Za nim też ktoś stał, osobnik ubrany w lekkie, czarne szaty z kapturem na głowie, którego całe ciało pokryte było czerwonymi tatuażami. Stał nieruchomo, jego oczy, choć prawie całkiem przysłonięte płachtą, świdrowały i dręczyły Lyriana, więziły go. Niespodziewanie, w mgnieniu oka złapał mocno chłopaka za ramię. I znów nastała ciemność.


7 lut 2019

Przepowiednia o Dwulicej cz. I - Cienie śmierci

Velaru, rok 1467 o.K.

- Słyszysz? Usiądź wygodnie przy kominku i słuchaj. Wpatrz się w promienie zachodzącego słońca. Jestem już stary. Pewnie myślisz, że majaczę. Opowiadam Ci codziennie bajki, którymi raczono Cię w dzieciństwie. O walecznych książętach, pięknych księżniczkach, strasznych potworach, smokach i... starych przepowiedniach. Ale wiedz, że każda baśń ma w sobie ziarno prawdy. Nie raz i nie dwa, nie szczędziłem Cię też swoimi wizjami. Tym razem też takową miałem, ale jakże inną od pozostałych. Wiem, że to już ostatnia, więcej nie będzie... Nie patrz tak na mnie, nie kłamię. Powoli zbliża się mój kres, lecz póki nadejdzie, muszę przekazać swoje objawienie. Nie wierć się i słuchaj. Powtarzać nie będę. Niedaleko stąd w wiosce Kyros... Pamiętasz, byłeś tam kiedyś? To, dobrze. A, więc dojdzie tam do tragedii. Za chwilę. Żywa zostanie tylko jedna osóbka, dziewczyna imieniem Arianne. Musisz ją odnaleźć i zaopiekować się nią. Nie marszcz się tak, wiem, że masz dopiero osiemnaście lat i pragniesz się wyszaleć, przeżyć niesamowite przygody. Ale z nią uraczysz czegoś więcej... Kryje się w niej stara moc i jeśli dziewczynka trafi w niepowołane ręce, wydarzy się coś strasznego... No już, nie czekaj! Wstawaj, bierz konia i pędź na ratunek za nim będzie za późno Lyrianie. Nic nie mów, proszę. Zawsze będę przy tobie... - Starzec odwrócił powoli wzrok od odchodzącego chłopaka i prawie całkiem białymi oczyma spojrzał przez okno prosto w słońce.

***

Ktoś krzyknął. Głośno i przeraźliwie tak, że dreszcz przeszedł po mieszkańcach małej chatynki na uboczu wsi. 
- Ricard! Słyszałeś? - zawołała zmartwiona kobieta.
- Tak. Nie przejmuj się, to pewnie znowu stary John straszy dziewczyny. 
- Nie. To było coś innego... ten krzyk był inny. Dzieje się coś niedobrego.
Po chwili znowu ktoś krzyknął, a wrzask był głośniejszy i bliższy. Żona mężczyzny wyjrzała przez zakurzone szyby okna. I zamarła. Ujrzała cień, czarny i nienaturalny, a przed nim biegnącego sąsiada, który teraz nagle zatrzymał się w ruchu, jakby coś w niego wstąpiło, a następnie jego oczy zrobiły się całe czarne, a twarz zimna i szorstka...
- Zabarykaduj drzwi i okna! Szybko! - zakomenderowała stanowczo kobieta, a w jej oczach pojawiły się łzy. - Ja idę do Arianne.
Młoda dziewczyna o brązowych włosach i dużych, szarych oczach leżała skulona na łóżku, jak gdyby przeczuwała, co się miało za chwile wydarzyć. Gdy otworzyły się drzwi, spojrzała smutnymi oczami na matkę, która od razu siadła przy niej i mocno ją przytuliła. Kobieta starała się nie płakać, ale nie mogła powstrzymać uczuć. 
- Bądź dzielna - powiedziała Myria i pocałowała ją w czoło. Potem zdjęła górną część łóżka, pościeliła wewnątrz jego kapę, włożyła zawiniątko z jedzeniem i innymi przydatnymi przedmiotami i nakazała położyć się tam córce, która wciąż milczała.
- Nie zapomnij o nas... - rzekła jeszcze, po czym zakryła z powrotem łoże, zabrała wszystkie rzeczy świadczące o obecności dziecka i wyszła z pokoju, nie zamykając drzwi, aby nikt się nie domyślił, że coś się tam ukrywa. Następnie dołączyła do męża, który dzierżył już w dłoni miecz. Myria miała szczęście, że wyszła za rycerza z armii cesarskiej. Sama zaś schwytała za siekierę, którą rąbali drewno. 
W drzwi zaczęły stukać pięści, a potem jakieś narzędzia. Za chwilę stukot rozprzestrzenił się po wszystkich oknach. Małżeństwu wydało się, że słyszą najgorszą pieśń swojego życia. Nagle wszystkie okna rozleciały się po kolei z trzaskiem i wpadło przez nie kilku sąsiadów, lecz to nie byli prawdziwi oni. Tylko Cienie. Jedna z sąsiadek rzuciła się szaleńczo na Myrię, lecz odepchnęła ją do tyłu tak, że tamta się przewróciła i Myria już chciała zadać cios, ale... nie mogła. Przed sobą miała osobę, z którą nie raz piła herbatę, nie raz plotkowała o tym i o tamtym, nie raz pozwalała zaopiekować się swoim jedynym dzieckiem. I ta osoba właśnie teraz podniosła się z impetem i wyrwała znienacka siekierę, po czym chciała zaatakować, lecz Ricard odwrócił się nagle, oderwawszy się od własnych napastników i przywalił sąsiadce mieczem w głowę. Myria wrzasnęła, cała roztrzęsiona osunęła się na ziemię.
Coraz więcej opętanych przedostawało się przez rozwalone okna, a za chwilę destrukcji miały ulec i drzwi. Mężczyzna sam już nie dawał rady otoczony ze wszystkich stron. Na drewnianej podłodze całej we krwi, walało się już kilka trupów. 
- Myria, proszę Cię... wstań i walcz! Nie poddawaj się! - krzyknął, odbijając ciosy zadane w stronę niego i jego żony. 
- Ja... ja nie mogę - odpowiedziała ledwo słyszalnym i zachwianym głosem. - Ich twarze, te znajome twarze...
- To nie są oni i już nigdy nimi nie będą... arrr - Jedna ze znajomych twarzy rozcięła ramię Ricarda. Myria powoli wstała i wyciągnęła z dłoni martwej sąsiadki swoją broń. Rękawem brudnej sukienki otarła łzy. A potem rozpoczęła serię szaleńczych ciosów. Smutek, żal i strach przekształciła w szaleńczy gniew, który dodał jej sił. Wsparła męża i powaliła na ziemię kilka obłąkańców. Lecz to nie wystarczyło. Wydało im się, że do ich domu oprócz wcześniej zamordowanych, zleciała się już cała wioska. Nie mieli szans... a mimo to walczyli, nie poddawali się dla dobra ich córeczki. Ricard szarżował swoim mieczem, tnąc szyje zawładniętych przez demony niewinnych ciał z bólem w sercu, lecz pocieszała go myśl, że gdy trup padał na ziemię ulatywał z niego Cień i już nie wracał, tym samym wyzwalając ciało. Nagle poczuł gwałtowne ukłucie w kark. Nie mógł oddychać, a świat zawirował dookoła. Zdołał ujrzeć tylko wystające z jego szyi igły wideł i usłyszeć wrzask swojej żony, po czym zwalił się na ziemię, na niemałą już stertę zwłok. Myria załamana nie walczyła dalej. Wypuściła z rąk siekierę, cały czas przyglądając się pustym i zamglonym wzrokiem na martwego męża. W końcu upadła na kolana, a potem nie było już nic. Ktoś przebił jej serce mieczem Ricarda. Nie czuła już nawet bólu. Nic nie czuła. Wstrząsnęły nią jeszcze konwulsje, po czym zmarła. Wszystkie opętane ciała rozlazły się po całym domu. Czegoś szukały, ale nic nie znajdując, wyszły z domu i rozbiegły się na wszystkie strony świata, gdzie jedne miały umrzeć, a drugie dalej siać terror. 

***

Koń pędził pomiędzy drzewami, które o wieczornej porze przypominały upiory, szastały gałęziami i szeptały... ostrzegały, ale nikt tego nie rozumiał. Słońce zakryły chmury, a wiatr zerwał się mocniej. Chłopak dosiadający siwka, wyglądał na odważnego, ale w głębi serca czuł strach. Nie przez przeprawę przez las, o którym słyszał setki strasznych historii, a przed tym, co miało nadejść. Bał się przyszłości, choć praktycznie nic o niej nie wiedział. Starzec, jego nauczyciel i najlepszy przyjaciel opowiadał mu o wizjach, które go nawiedzały. Mówił, że niekiedy go w nich widział, ale on nie chciał o tym słuchać. Nie chciał znać swojego przeznaczenia. Wolał je sam ukształtować. Ale teraz nie miał wyboru. Musiał zrobić to dla swojego umierającego przybranego dziadka. Czuł też tym razem w starczej wizji coś prawdziwego i temu zaufał. Pędził przez las na ratunek dziewczynie, której nie znał. Nie wiedział, jak na niego zareaguje i czy zechce żeby się nią zaopiekował. Nie miał pojęcia nawet jak ją znajdzie. A może ona już nie żyła? Wzdrygnął się tylko na tą myśl i skupił się na przeprawie przez las. Robiło się coraz ciemniej, jechał prawie że na wyczucie. Całe szczęście jego siwek był doświadczony i mogło by się wydawać, że to on go prowadził. Nagle coś zahuczało, a potem zaszeleściło w krzakach. Chłopak rozglądnął się na wszystkie strony. Cienie były w pobliżu, a on nie miał zamiaru się z nimi mierzyć. Nie miał z nimi żadnych szans, czego się domyślał. Coś zaskrzeczało, coś przebiegło przed nim, potem znowu trzask i szelest, głośniejszy, dłuższy. Nagle znikąd pojawiła się ogromna gałąź niby straszny potwór. Upadek. Poczuł ogarniający go ból głowy i pleców. Ciemność.

***

Arianne, oszołomiona i przestraszona, nie słysząc już nic, co mogło by świadczyć o czyjejś obecności, postanowiła wyjść z ukrycia. Dziewczynka, choć miała dopiero piętnaście lat, była nad wiek dojrzała i mądra. Mocno, z całej siły odepchnęła leżący nad nią stelaż desek, który ze słyszalnym trzaskiem spadł na podłogę. Miała szczęście, że drewno było cienkie i w miarę lekkie, bo inaczej utknęłaby tam na dobre. Wypełzła pomału ze skrzyni, wzięła zawiniątko i otrzepała sukienkę w kolorze moreli. Mieszkała na wsi, bieda nie oszczędziła jej rodziny, a mimo to jej rodzice starali się robić wszystko, aby była zadbana i szczęśliwa. I taka była... do teraz. Pomału odchyliła drzwi swojego pokoiku i wyjrzała za nie, a nie widząc zagrożenia wyszła na korytarz. Cała się trzęsła, ale jej wyraz twarzy pozostawał wciąż odważny. Lecz, gdy zeszła schodami na dół, zamarła. Łzy zaczęły cisnąć się falami na jej buzie, całkiem inną od tamtej sprzed chwili. Upadła kolanami na podłogę, a oczy zakryła dłońmi. Nie mogła znieść widoku leżących rodziców, całych zakrwawionych, leżących na środku sterty trupów. Do tej pory wciąż myślała, że żyli. Cały czas tkwił w niej płomyk nadziei. Lecz teraz zgasł, a wraz z nim cząstka niej. Po jakimś czasie wstała pomału, podeszła do nieżywych ciał i otarła z bladych policzków łzy. Potem wyciągnęła ze swoich włosów wstążkę, które opadły faliście na jej zgrabne ramiona i nie mając nic innego rzuciła ją delikatnym ruchem dłoni na ciała rodziców. 
- Żegnajcie... - powiedziała cicho, po czym skierowała się w kierunku drzwi na zewnątrz, a gdy przez nie przechodziła, spojrzała jeszcze raz za siebie i dodała załamanym głosem:
- Nie zapomnę o was, obiecuję.   

8 kwi 2018

''Good, evil, ethical or not, is it the right thing to do?''



Tallis



Lathur

| 84 lat | Archeolog (lingwista, historyk) | Profesor | Rasa: Velax | Pochodzenie: Eleseya, rok 3010, kraina: Sequirius | Znawca eleseyskiego | Ojczysty język: Sequirim | Aktualnie: Velaru | Apollo |




Further details
Języki z poszczególnych krain Tallis zna jedynie szczątkowo z różnistych historycznych zapisek. W młodym wieku uczył się podstaw Ta'ari (Tai Chi) aby uzyskać głębsze skupienie i łączność ze swoim wnętrzem, które pomogłoby mu w szkoleniu na maga. Teraz, po tylu latach, możliwie udałoby mu się obronić w potencjalnym starciu twarzą w twarz, ale pełna skuteczność jest wątpliwa.
Rasa Velax to potomkowie ludzi i elfów (ani ludzie, ani elfy czystej krwi nie zamieszkują już Sequiriusa od wielu pokoleń). Żyją oni dłużej niż ludzie, mają lepszą pamięć i szybciej się uczą - mają genetycznie większy potencjał intelektualny.
Sequirius to kraina położona w Eleseyi, 10 milas (około 10 kilometrów) ponad wodą, na daleki północny-wschód od Velaru.

Po czterech godzinach snu, jeszcze nie otwierając w pełni oczu, włącza ekspres do kawy i zaraz zalewa nieporęcznie duży kubek ze zdjęciem jego ekipy archeologicznej gorącym wywarem. Za nim zdąży wziąć łyk kawa ma już optymalną temperaturę i popija ją idąc w stronę swojego biura. Zasiada w wygodnym krześle i przegląda kruchy papirus w specjalnej otoczce, chroniącej od dalszego niszczenia, i docierając do końca zdania mało się nie krztusi. Apollo wskakuje mu na kolana, a ten chwyta jego pyszczek i z ogromnym uśmiechem mówi mu ''Malen padnie jak się dowie.'', a po chwili chwyta już za swój dziennik i zaczyna wszystko notować, jednoczenie zakładając na ucho słuchawkę.
W przeciągu następnego miesiąca porusza niebo i ziemię, aby przekonać przewodniczącego sztabu lotnictwa, że poza Sequiriusem nie znajdują się jedynie połacie mórz i oceanów, ale też i inny kontynent. Podczas konferencji przed odlotem zarzeka się wielokrotnie, że nie doszłoby do odkrycia gdyby nie jego ekipa, w pełni zadedykowanych archeologów, specjalistów w swojej dziedzinie, składa podziękowania samemu lotnictwu, że pomimo luk w dowodach dają mu szanse i gdyby nie to, że Tallis słynie ze swojej upartości dążenia do celu i pracowitości to jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że oprócz gadania nie wiele przysłużył się przedsięwzięciu.

(...) Ostatnią rzeczą jaką pamięta, to pieczenie na przedramieniu, gdzie widniało jego znamię i odczytywanie tekstu ze zwoju. Porównywał go z językiem na tablicach znalezionych w ruinach rozległego placu. Apollo zdążył podbiec do niego, ciekawskim wzrokiem sprawdzić co się dzieje, a już po chwili cała ekspedycja znikła i stał przed nimi raczej nietypowo ubrany mężczyzna.

You've been running for so long, you forgot how to walk

25 mar 2018

Look into my eyes, it's where my demons hide...



Reyhar
27 lat | Velaru | Książę Demonów

Dookoła szalał ogień. W oczach miał strach i cierpienie. Powoli wszedł na niewielki pagórek i spojrzał na otaczający go teren. Śmierć, pożoga i krew... było tylko to. Wroga armia opuściła już pole bitwy. Trupy zaścielały prawie każdy spłachetek ziemi. Słychać było jęki niedobitków, ale już nie zwracał na nie uwagi. Przyzwyczaił się. Po twarzy spływał mu pot wymieszany z krwią. Zginęli wszyscy jego towarzysze. Przeżył tylko on. On, który pragnął umrzeć. Znów musiał to przechodzić, klęskę, poniżenie i rozdzierający, przeszywający za każdym razem ból. Wyprostował się, rozłożył ręce i wychylając głowę w górę krzyknął na całe gardło. Potem osunął się na kolana i rozmyślał.
Wszystko zaczęło się od tajemniczej księgi znalezionej kiedyś w podziemiach zamku, w którym mieszkał. Cała pokryta tajemniczymi symbolami na czarnej okładce kusiła i przyciągała. Wiedział, że nie powinien był jej otwierać... Ale jednak w końcu to zrobił. Gdy spojrzał na pierwszą stronę poczuł nieodparty przymus wyduszenia z siebie głosu i zaczął czytać uważnie każde słowo. Chciał to przerwać, ale nie mógł. Czuł jak zaczęła emanować wokół niego jakaś energia. Poczuł w sobie dziwną i niebezpieczną siłę. Po pewnym czasie zamilkł, a księga sama się przekartkowała i zamknęła. Odetchnął i odwrócił się, chciał jak najszybciej opuścić to pomieszczenie, ale przed nim pojawił się mężczyzna w kapturze. - Od teraz należysz do nas - odezwał się głuchym, basowym głosem, po czym schwytał go za nadgarstek, na którym wypalił jakiś symbol i zniknął. Od tamtej pory słyszał w głowie tajemnicze głosy, których nie rozumiał. Odkrył w sobie również talenty magiczne i zaczął szukać informacje na temat magii i tajemnych istot. Dowiedział się, że jego rodzina wywodzi się z linii siostry ostatniego cesarza słońca Jaerisa III, co dało mu wiele do myślenia i wzbudziło różne podejrzenia, bowiem znał historię o potężnym władcy. Coraz bardziej wciągał się w mroczny świat. Aż w końcu pewnego dnia wdał się w pojedynek z innym magiem, od którego pragnął wyciągnąć zakazane arkana. Przegrał i... zginął. Ale tylko na jakiś czas. Został bowiem ożywiony przez tego samego demona, który niegdyś go naznaczył. - Słuchaj uważnie - rzekł. - Zdobyłeś już wystarczającą wiedzę, abym mógł ci to powiedzieć. Starożytny świat nie przepadł. Wciąż jest i my, przedstawiciele rasy demonów pragniemy, aby potęga Saranii powróciła. Niestety sami nic nie zdziałamy, dlatego potrzebujemy ciebie, dziedzicu czarnej magii. Od teraz będziesz nam służył i wykonywał nasze polecenia już na zawsze. Śmierć nie będzie ci straszna, ponieważ dajemy ci nieśmiertelność, abyś mógł nam godnie służyć. A teraz odejdź. Gdy będziesz nam potrzebny damy ci znak.
Na początku nowe powołanie wydawało mu się bardzo odpowiednie i ciekawe, lecz z czasem czuł już tylko gorycz. Morderstwa, zsyłanie dusz niewinnych ludzi, poszukiwanie tajemnych zwojów... Miał tego dość. Pewnego dnia postanowił dołączyć do oddziału walczącego z Cieniami, aby zrobić w końcu coś wedle swej woli. Lecz to także nie dało mu szczęścia. Walki za każdym razem kończyły się porażką i jego towarzysze ginęli, a on przeżywał. Świat stawał się coraz bardziej niebezpieczny i miał wątpliwości, czy powrót demonów coś temu zaradzi.
Gdy słońce wychyliło się zza horyzontu, wstał i ruszył pomiędzy trupami przed siebie. Czekał na nowe zadanie...

Charakterystyka

Reyhar jest z natury cichą, zamkniętą w sobie i spokojną osobą, choć czasami potrafi zaszaleć. Wyprowadzić go z równowagi również nie jest łatwo, ale gdy się do tego doprowadzi można nieźle pożałować. Odkąd został sługą demonów i pogrążył się w arkanach czarnej magii stał się samotnikiem i zaczął unikać ludzi. Pozrywał kontakty z przyjaciółmi, a rodziny po jakimś czasie już w ogóle nie odwiedzał. Czasami lubi tylko pogadać z jakimiś osobami w karczmie. Szczególnie odpowiada mu towarzystwo artystów, którzy wydawali mu się zawsze ludźmi pełnymi szczęścia i radości, nie znającymi smutku, który był mu bardzo bliski. Sam też lubi podśpiewywać i nucić pieśni, ale robi to tylko w samotności, najczęściej w nocy, siedząc na dużym kamieniu lub polanie pośród lasu z akompaniamentem szumu liści. Można by powiedzieć, że ma dwie strony osobowości. Jedna jest łagodna, romantyczna, z nutką melancholii, druga zaś zawzięta, gwałtowna i okrutna. Pragnie znaleźć ukochaną osobę, drugą połówkę, która by go wspierała i pocieszała w trudnych chwilach, lecz jak dotąd to mu się nie udało. Może dlatego, że oczekuje pełnego oddania i poświęcenia, idealnego uczucia, a nie krótkiej przygody? Głosy, które słyszy każą mu niekiedy składać ofiary i zsyłać dusze. Początkowo nie chce tego robić, lecz wie, że inaczej demony nie dadzą mu spokoju i zaczną go torturować. Spojrzenie w oczy ofiary jest dla niego najgorsze i zarazem spełnia rolę punktu kulminacyjnego. Potem, zadanie śmiertelnego ciosu sprawia mu już tylko dziwną przyjemność, przez którą wpada w niebezpieczną pasję. Zawsze przy zsyłaniu duszy musi odprawić na koniec rytuał, po którym traci siły i wszelkie chęci, uświadamiając sobie, że zabił niewinnego człowieka. Mimo, że służył nieznanym siłom i pochłaniał się w mrocznych i niekiedy zakazanych tajnikach magii przynosiło mu to wyrzuty sumienia.

Dodatkowe informacje

Nauczył się porozumiewać z demonami, którzy nazywają go ironicznie księciem demonów. Nie lubi posługiwać się magią krwi, której to też jeszcze dobrze nie opanował, za to magię ciemności ma wyćwiczoną do perfekcji. Czasami woli walczyć tylko swoim mieczem. Płynie w nim krew starego velarysjskiego rodu. Kiedy nie czuje potrzeby nie odzywa się. Jest wrażliwy na piękno. Czasami popada w furię, która go całkowicie zaślepia. Nie próbuje uwolnić się spod jarzma diabelskich istot, ponieważ wie, że to nie ma sensu i spotkało by go coś o wiele gorszego od śmierci. Nie mogąc zaznać szczęścia pragnie umrzeć.

                                                                                                                                            
Witam się z druga postacią i zapraszam do wątków!

29 mar 2017

Kazuya Blade






Kazuya Blade
Najemnik I Velaru I Asanthea I Saranin I 24 lata I Na usługach Cesarzowej Seleny De Ragharys I
I Zawładnął nad Cieniem przez co zyskał nowe moce I Zakochał się w walce I Nie jest lojalny, służy temu który więcej płaci I


Cesarzowa Selena wydała rozkaz zniszczenia wioski opętanej przez Cienie. Kazuya wraz z innymi żołnierzami cieszył się z kolejnego powodu do zabijania ludzi. Napadli na wioskę z samego rana i wyeliminowali ludzi kontrolowanych przez cieni, na swojej drodze napotkał jaskinię do której postanowił wejść samemu. Po kilkunastu metrach było bardzo cicho i ciemno, ale mimo tego nie bał się bo miał przy sobie swoje dwa miecze. Został znienacka zaatakowany przez Cień, który wszedł do jego ciała i zaczęła się walka o jego umysł.  Walka była długa, ale dzięki silnej woli oraz silnemu organizmowi poskromił on Cień i zawładnął nad nim. Od tamtego momentu wiedział, że nikt nie może się o tym dowiedzieć i po wyjściu z jaskini zabił żołnierzy z którymi przybył. Wrócił do Cesarzowej z o wiele większą żądzą krwi i władzy. Czeka z niecierpliwością na kolejne wyzwania!